Trzeba zmierzać do tego, by miasto, osiedle, dom były dla ludzi, a nie bezimiennych mrówek.
Jak zatem przeprowadzić odnowę osiedli z wielkiej płyty, aby były funkcjonalne i wygodne dla mieszkańców?
Żal mi, że została wypaczona piękna idea, jaką było - poczynając od lat dwudziestych minionego wieku - tworzenie osad niedrogich, niewielkich domów otoczonych zielenią i posiadających urządzenia służące ludziom w ich codziennym życiu. Po II wojnie światowej w miastach najbardziej zniszczonych, takich jak Berlin, Drezno czy Warszawa, w której 80% zabudowy po prostu przestało istnieć, zaczęły powstawać wielkie, substandardowe blokowiska.
Przyglądała się Pani ze szczególną uwagą miastom niemieckim. Jakie felery najbardziej dokuczały mieszkańcom tamtejszych blokowisk?
Najbardziej dokuczało to samo, co mieszkańcom polskich osiedli, przede wszystkim były to klasyczne sypialnie, monofunkcyjne, smutne, szare, betonowe pustynie. W miarę poprawy kondycji ekonomicznej i wzrostu potrzeb edukacyjno-kulturalnych mieszkańców osiedla zaczęły się wyludniać. W Berlinie w latach 80. i 90. nastąpił odpływ mieszkańców z blokowisk coraz bardziej zamieniających się w slumsy.
Trzeba było coś z tym fantem zrobić...
Były trzy wyjścia: wyburzyć całe osiedle, poczekać, aż się rozpadnie, albo kompleksowo rewitalizować.
Jaką drogę wybierali Niemcy?
Rozwiązanie wybierano w zależności od osiedla - zwłaszcza jego usytuowania, stanu technicznego i opinii mieszkańców. Często modernizowano całe osiedle lub jego fragment, wyburzając najbardziej zdegradowaną część zabudowy.
U nas wyburzanie raczej nie wchodzi w grę, bo nawet najbardziej koszmarne blokowiska nie pustoszeją ze względu na dotkliwy brak mieszkań. Czy istnieje zatem naturalny, dostateczny przymus, aby „uczłowieczać" blokowiska?
Oczywiście! Blokowiska coraz częściej opuszczają ludzie zamożniejsi, przenosząc się do nowych domów. Ich miejsce zajmują mieszkańcy gorzej sytuowani albo rodziny na dorobku, z małymi dziećmi. Mieszkania takie często są również przeznaczane na wynajem. Pozostają najstarsi mieszkańcy, bo to najczęściej już emeryci, ludzie mniej sprawni. Wszystkie te grupy, niestety, trudno jest nawet zainteresować procesem zmian, a to właśnie zaangażowanie mieszkańców jest gwarantem skuteczności rewitalizacji.
Jakich zmian pragną mieszkańcy?
Mieszkańcom doskwiera wiele problemów - od największych, jak połączenia komunikacyjne osiedla, konieczność dojazdu nie tylko do pracy, ale i do ważnych usług, niski standard mieszkań budynków, po drobne sprawy, jak niewybrukowana ścieżka prowadząca na przystanek czy niesprawny domofon. Warto zaczynać od zmian, na które można zjednać także środki komunalne: od tworzenia placów zabaw dla dzieci, dróg rowerowych, traktów pieszych usytuowanych wśród zieleni.
W Berlinie często urządzano zakątki w otoczeniu drzew i krzewów, z ławkami i fontannami, gdzie można spokojnie poczytać książkę czy gazetę. Takie zmiany pokazały, że dla mieszkańców często ważniejsze jest otoczenie budynku i widok z okna niż dodatkowy metraż mieszkania. Elementem szczególnie szpecącym są wszechobecne parkingi. W niemieckich projektach parkingi ukrywa się w zieleni, otacza żywopłotami, a miejsca parkingowe rozdziela drzewami. Pojawił się nawet pomysł, aby psy miały swoje „ustronne miejsca", gdzie się je wyprowadza, dzięki czemu na chodnikach i trawnikach zrobiło się czysto.
A przybyło sklepów?
Tak. Na miejscu substandardowych niewielkich pawilonów powstały obiekty nowoczesne, z parkingami, dostępne także dla inwalidów na wózkach. Czasem na mniejsze sklepy i nieuciążliwe usługi przeznacza się parterowe mieszkania. Dzięki powiększonej sieci usługowo-handlowej powstają dodatkowe miejsca pracy.
Jest to przykład klasycznego myślenia kompleksowego: ułatwianie życia klientom z jednej strony, a tworzenie miejsc pracy z drugiej, aby ekspedientki nie musiały dojeżdżać do pracy w odległe części miasta, tylko dochodzić z pobliskiego domu. Pomyślano też o usytuowaniu w osiedlach różnorodnych usług, od edukacyjnych po rzemieślnicze. Pojawiły się kawiarenki, bary szybkiej obsługi, biblioteki z przytulnie urządzonymi czytelniami itp. Wszystko zgodnie z życzeniami mieszkańców i częstokroć wedle ich pomysłów.
U nas, niestety, przedsięwzięcia podejmowane są „osobno". Gdzieś pojawia się „plomba", gdzieś nowy obiekt handlowy bez parkingu, i bez pomysłu, jak w przedsięwzięcie zaangażować mieszkańców..
No, a nie każdy rejon miasta wypełniony blokowiskami ma takie szczęście, jak warszawski Ursynów, który łączy z resztą miasta linia metra.
Na zachodzie Europy regułą jest łączenie blokowisk z centrum miasta szybką koleją naziemną lub podziemną. Stwierdzono, że zjawisko degradacji blokowisk ma ścisły związek z brakiem dobrej komunikacji. Transport kołowy jest dla mieszkańców nie tylko droższy, ale kradnie niekiedy 3 godziny cennego czasu dziennie. Autobusy też nie rozwiązywały problemu, choć ich przystanki znajdowały się tuż przy klatkach schodowych, co miało ułatwić dojazdy.
W Warszawie mieszkańcy osiedli oddalonych od metra często nie mają dobrych warunków dojazdu do centrum miasta i może - nie tylko ze względu na przygnębiające blokowiska - mieszkania w starych blokach tracą na wartości.
A gdzie się lubi mieszkać?
Dużą sympatię do swoich osiedli żywią mieszkańcy Sadów Żoliborskich, ursynowskich osiedli, Koła, Stegien. Sądzę, że dlatego, iż są to projekty nieprzytłaczające skalą i typowo autorskie. Autorka Sadów - prof. Halina Skibniewska - walczyła z budowniczymi o każdą jabłonkę, którą chcieli wyciąć, bo przeszkadzała.
A jak spółdzielnie zabierają się za rewitalizację blokowisk?
Te, które jeszcze prowadzą działalność inwestorską, starają się jak najlepiej wykorzystać teren i wciskają kolejne budynki w istniejącą zabudowę. Trwa więc bezmyślne dogęszczanie bez koncepcji zmierzającej do tworzenia racjonalnego układu. Krzepiącym wyjątkiem są dobudowy wzdłuż alei Komisji Edukacji Narodowej (Ursynów) czy Powstańców Śląskich (Bemowo). Wykorzystując remonty, docieplanie budynków, zmienia się elewacje czy wymienia stolarkę.
Pozytywnym działaniem we wszystkich spółdzielniach jest trwające wciąż docieplanie ścian i dachów, modernizacja instalacji c.o., aby tylko zmniejszyć straty ciepła i wysokość rachunków za energię. Lepiej oświetlane są klatki schodowe, wymieniane windy, remontowane hole przy wejściach do budynków, robione łączniki.
Często się mówi: wszystko zależy od ludzi. To prawda. Ale może również dużo zależy od pieniędzy..., a z kondycją finansową naszych spółdzielni bywa różnie.
Na zachodzie Europy modernizacja blokowiska przeprowadzana jest dzięki „zrzutce" pieniędzy z różnych kas. Opracowany jest kompleksowy program rewitalizacji. Należy tu pamiętać o fakcie, że np. w Niemczech mieszkania osiedlowe są własnością spółdzielni (w której część udziałów ma też miasto) a lokale są jedynie wynajmowane mieszkańcom.
Zasadą jest niesprzedawanie mieszkań przed rewitalizacją i przed uporządkowaniem sytuacji prawnej gruntów, przy czym procent sprzedanych mieszkań jest bardzo niewielki. Na finansowanie projektu rewitalizacji spółdzielnia bierze kredyt, którego zabezpieczeniem jest hipoteka posiadanych przez spółdzielnię gruntów i budynków oraz gromadzi wkład własny w wysokości 15%.
W spłacie odsetek kredytu pomagają organizacje pozarządowe, a całość projektu od strony finansowej prowadzi stworzony do tego celu bank. Sam kredyt spłacany jest przez środki z czynszów - podwyższanych po rewitalizacji, ale stopniowo. W Niemczech wysokość cen wynajmu jest regulowana, a podwyżki nie mogą przekroczyć 20% w okresie 3 lat.
W Polsce, po przeprowadzeniu ustawowego uwłaszczenia mieszkań spółdzielczych, fundusze remontowe zostały pozbawione dopływu środków z ich sprzedaży. Wiele zarządów - zarówno spółdzielczych, jak i wspólnot mieszkaniowych - liczy na pomoc finansową ze środków unijnych. Powiedzmy krótko na ten temat.
O taką pomoc można ubiegać się wyłącznie w ramach regionalnych programów operacyjnych. O tym, komu i na co przeznacza się pieniądze, decydują wytyczne UE i Ministerstwa Rozwoju Regionalnego. Szczegóły ustala wojewódzki samorząd, a konkretne informacje można uzyskać w urzędzie marszałkowskim.
Ogólnie wiadomo, że na lata 2007-2013 przewidziano w sumie 243 138 869 euro i z części tych środków mogą być finansowane przedsięwzięcia związane z mieszkalnictwem. Przeznaczać je można na renowację części wspólnych budynków oraz na zagospodarowanie przestrzeni publicznej. Na każde przedsięwzięcie musi być opracowany projekt, którego koszty mogą być pokryte w 75% z pieniędzy unijnych, jednak pomoc nie może przekroczyć 10 mln zł.
W 5 projektach np. Lubelskiej Spółdzielni Mieszkaniowej znalazły się takie przedsięwzięcia, jak: place zabaw, trawniki, ciągi piesze, parkingi, a także renowacja pawilonów handlowych, remont balkonów, wymiana stolarki okiennej, termomodernizacja, ogrzewanie. Urząd marszałkowski ogłosił konkurs na projekty, wpłynęło ich 84, z czego 5 przygotowały spółdzielnie mieszkaniowe. Pieniądze otrzymają beneficjenci, których projekty uzyskają najwyższe oceny za celowość i efektywność w wydatkowaniu tych środków.
Dziękuję za rozmowę.
Zobacz też: Modernizacja oświetlenia na osiedlu





2


