4 marca br. Sejm przyjął dokument „Główne problemy, cele i kierunki programu wspierania rozwoju budownictwa mieszkaniowego do 2020 roku", mający rozwiązać problem milionów Polaków - brak mieszkań i pieniędzy na ich utrzymanie. Czy przyjęty program pozwoli uwierzyć Polakom w perspektywę poprawy finansowej i dostępności mieszkań?
We wrześniu 2009 r. 15 posłów skierowało do Sejmu projekt rezolucji, w której Sejm zobowiązuje rząd do opracowania ustawy o narodowym programie wspierania budownictwa mieszkaniowego w latach 2010-2020. Przez 5 miesięcy trwała na ten temat cisza w eterze, aż wreszcie 10 lutego 2010 r. rezolucja została przyjęta. Jednak głosami posłów PO i PSL Sejm zadecydował, że nie będzie to narodowy program mający moc ustawy, a jedynie program rządowy i to raczej mglisty, co wynika z przytoczonego tytułu dokumentu. Spadły więc i jego ranga, i znaczenie. Tak naprawdę „kierunki programu" nikogo do niczego nie zobowiązują. Potem prace nad nim przedłużały się. Miał być gotowy do 30 czerwca 2010 r., a wpłynął do Sejmu 14 grudnia tegoż roku, czyli prawie z półrocznym poślizgiem. Tam znów sobie poleżał - został przyjęty przez Sejm dopiero 4 marca br.
Zamiast „burzy mózgów" Zosia samosia
Tak długi okres poświęcony przygotowaniu „Programu" pozwalał domniemywać, że wokół jego zawartości trwa „burza mózgów". Że najtęższe umysły speców od mieszkalnictwa zostały włączone w szukanie skutecznych sposobów wychodzenia z mieszkaniowej nędzy bez mała 1,7 mln Polaków niemających samodzielnego lokalu mieszkalnego oraz 6,5 mln żyjących w substandardowych warunkach. Niestety, nic takiego nie miało miejsca. Ministerstwo Infrastruktury i inne urzędy pracujące nad „Programem" nie skorzystały z oferty współpracy wybitnych ekspertów, wskazanych przez Kongres Budownictwa, który skupia kilkadziesiąt instytucji i organizacji pozarządowych. Nie przeprowadzono konsultacji ze spółdzielczością mieszkaniową, chociaż to ona właśnie ma ponadstuletnie doświadczenia w budowie mieszkań dla Polaków niedysponujących wypchanymi portfelami ani z federacjami zrzeszającymi zarządców i pośredników w obrocie nieruchomościami. Nie doszło do zorganizowania „okrągłego stołu", zaproponowanego przez organizacje pozarządowe, a poświęconego sposobom likwidowania mieszkaniowej biedy w Polsce. Chociaż z badań CBOS wynikało, że według 70% ankietowanych jest ona główną przyczyną gwałtownego spadku urodzeń. Także demografowie i ekonomiści alarmują: dziś nie będzie dzieci, jutro nie będzie komu zapracować ma świadczenia emerytów, których przybywa! Tak więc brak dostępnych finansowo mieszkań powinien stać się problemem nie tylko tych, którzy nie mają na nie pieniędzy, ale także rządzących. „Okrągły stół" jednak się nie odbył.
Także w Sejmie nad rządowym projektem „Programu" praktycznie nie dyskutowano. Lotem błyskawicy przemknął przez Komisję Infrastruktury. Przed „plenarką" (4 marca), na styczniowym posiedzeniu Komisji, kilkunastu przedstawicieli tzw. strony społecznej chciało przekazać swoje uwagi, opinie i propozycje, ale przewodniczący Komisji Zbigniew Rynasiewicz nie udzielił im głosu. Minister Styczeń zaprezentował „Program", członkowie Komisji większością głosów go „przyklepali". Przedstawiciele strony społecznej przekazali swoje stanowiska i uwagi na piśmie stronie rządowej, ale nie miało to już żadnego wpływu na kształt „Programu".
Z badań CBOS, przeprowadzonych w grudniu ub.r. na zlecenie Fundacji Bezdomnych i Kongresu Budownictwa wynika, że do trzech największych problemów polskich rodzin 84,7% ankietowanych zaliczyło niskie zarobki, 77,7% bezrobocie, 54,7% służbę zdrowia, a 47,2% brak mieszkania i perspektyw na rozwiązanie tego problemu.
Pomoc w budowaniu przynosi dochód!
W opiniach o „Programie", które z reguły są krytyczne, najczęściej pojawia się zarzut: dlaczego akurat na wspieranie budownictwa mieszkaniowego ten rząd - podobnie zresztą, jak poprzednie, choć nie w tak znaczącej skali - skąpi pieniędzy? Tym razem wytłumaczeniem jest powódź, wysokie zadłużenie budżetu państwa, no i kryzys. Czy tylko Polska boryka się z tego rodzaju problemami? Ma je cała Europa, a nas ponoć kryzys dotknął najmniej boleśnie. Z danych GUS za ostatnie miesiące wynika, że powoli wzrasta rentowność przedsiębiorstw. 78% firm ma już zyski netto. W III kwartale ub.r. PKB wzrósł o 4,2%, a w IV co najmniej tyle samo. Tymczasem na wspieranie mieszkalnictwa w Europie Zachodniej przeznacza się rocznie średnio 1,5 PKB, a u nas 0,08. W ostatnich latach w Polsce kieruje się na ten cel relatywnie najmniej środków publicznych od czasów powojennych.
- Jest to m.in. efektem myślenia o budownictwie z państwową „podpórką" jednostronnie, jako o działaniu obciążającym budżet państwa - stwierdza Roman Nowicki, przewodniczący Kongresu Budownictwa. - A przecież rząd powinien patrzeć na pieniądze wspierające budownictwo, jego rozwój, jak na korzystną inwestycję. Budowanie mieszkań przynosi coroczne wpływy do budżetu z PIT, CIT, VAT w granicach 8-10 mld zł, wydatki „pomocowe" zaś to zaledwie 1 mld, czyli pomoc jest dobrym biznesem.
Czytaj dalej: „Na swoim" rodzina czy deweloper?









2





