Minęło 66 lat od zakończenia wojny i 22 lata od zmiany ustroju, a skutecznego sposobu na rozwiązanie problemów mieszkaniowych Polaków, których nie stać na zakup wyjątkowo kosztownego towaru – mieszkania, jak nie było, tak nie ma. Bieżący rok zamiast polepszyć sytuację, jeszcze ją pogorszył. Pierwsze ustawy i kolejne, już przygotowywane, które mają wcielić w życie uchwalony 4 marca przez Sejm dokument pod nazwą „Główne problemy, cele i kierunki programu wspierania rozwoju budownictwa mieszkaniowego do 2020 roku” budzą raczej obawy, niż napawają optymizmem. Realizacja „Programu” zaczęła się bowiem od ograniczania dopływu środków z budżetu, wspomagających „bezmieszkaniowców”, którzy nie mają samodzielnego mieszkania jak również pieniędzy na zdobycie własnego dachu nad głową.
Co wspólnego ze wspieraniem rozwoju budownictwa mieszkaniowego ma „wygaszanie”, jak to elegancko zapisano, programu „Rodzina na swoim”? Cieszył się on rosnącym zainteresowaniem. Co piąty kredyt mieszkaniowy był właśnie związany z „Rodziną”, ale z końcem 2012 r. zostanie zlikwidowany. Dlaczego?
Nowe dopłaty do kredytów znikną z końcem 2012 r., ale nie zniknie stosowanie dopłat do już zawartych umów w ramach programu „Rodzina na swoim”. Dzięki pomocy kredytobiorcy w spłacaniu około połowy odsetek przez 8 lat, ponad 130 tys. rodzin już uzyskało mieszkania, a szacujemy, że do końca przyszłego roku mieszkanie lub dom może zyskać jeszcze około 20 tys. gospodarstw domowych. Program ten spełnił więc znaczącą rolę w zahamowaniu stagnacji w budownictwie mieszkaniowym spowodowanej światowym spowolnieniem gospodarczym. Nie możemy pominąć milczeniem niekorzystnego zjawiska, jakim jest szybko rosnące obciążenie budżetu państwa dofinansowywaniem programu „Rodzina na swoim”, które – po wygaszeniu programu – będzie trwało do roku 2020. Konsekwencją wzrostu liczby udzielonych kredytów obserwowanej z roku na rok jest wzrost wydatków budżetu państwa z tytułu dopłat do oprocentowania udzielonych kredytów. Łączny koszt programu szacowany jest na kwotę około 4 mld zł.
W całej Europie państwa wspomagają mieszkalnictwo! Zwłaszcza przybywa kas budowlanych, bo okazały się one najskuteczniejszym sposobem gromadzenia pieniędzy na mieszkania przez rodziny średnio zarabiające z „podpórką” z budżetu państwa.
Po dramatycznych doświadczeniach Grecji, gdzie wydawano pieniądze na różne, skądinąd społecznie ważne cele, nie licząc się z możliwościami budżetu, Unia Europejska przyjęła pakiet przepisów antykryzysowych, tzw. sześciopak, które zwiększają dyscyplinę finansową krajów UE. Pozwalają one Komisji Europejskiej karać państwa nadmiernie zadłużające się. Stosujemy więc regułę wydatkową by wywiązać się ze zobowiązań wynikających z nałożonej przez Komisję Europejską procedury nadmiernego deficytu. Nowe, większe wydatki mogą pojawić się dopiero w przyszłości. Nie możemy dziś w sposób odpowiedzialny gwarantować, że za 7–8 lat budżet udźwignie ciężar narastających wydatków, bo pieniądze będą przecież niezbędne także na służbę zdrowia, edukację, emerytury, pomoc dla najbiedniejszych.
Czy zatem niezamożny „bezmieszkaniowiec” na żadną pomoc nie może liczyć?
W sytuacji, gdy kondycja finansowa i „bezmieszkaniowca” i państwa nie jest mocna, zamiast sztywnych programów generujących obligatoryjne wydatki z budżetu należy przyjąć rozwiązania bardziej elastyczne. Na mieszkalnictwo powinny być corocznie przekazywane środki zgodne z możliwościami budżetu państwa. Proponujemy m.in. dochodzenie do własnego mieszkania poprzez wspólne, finansowe angażowanie się w budowę mieszkań na wynajem „bezmieszkaniowców” niemających zdolności kredytowej, państwa, samorządu terytorialnego, spółdzielni mieszkaniowych, deweloperów i wykonawców. Łączenie środków finansowych, pochodzących z różnych źródeł, to dziś jedyne rozwiązanie. Po spłaceniu zaciągniętego przez inwestora kredytu najemca mieszkania stanie się jego właścicielem. Opracowane zostały wstępne założenia projektu ustawy o społecznych grupach mieszkaniowych (SGM), które byłyby podstawą organizowania konkretnych przedsięwzięć. Przez trzy miesiące – od 21 czerwca do 26 września – trwały konsultacje społeczne tych założeń.
W trakcie konsultacji nie szczędzono krytyki szczegółowym zapisom dotyczącym funkcjonowania SGM-ów. Policzyłam: było 14 uwag zawierających 35 punktów, a na spotkaniu podsumowującym konsultacje zgłaszano dalsze lub wracano do tych punktów, które nie zostały uwzględnione przy poprawianiu założeń projektu ustawy. Zaniepokojenie przedstawicieli samorządu terytorialnego budzi zwłaszcza fakt, że SGM-y mogą okazać się niewypałem z wielu powodów. Przede wszystkim zabrakło analizy, czy istnieje znacząca grupa rodzin, która spełnia warunki proponowanego modelu dochodzenia do własności mieszkania. Przede wszystkim czy potencjalni członkowie SGM-u dysponują kwotą równą połowie wartości mieszkania i posiadają stałe dochody, umożliwiające zapłatę czynszu, zapewniającego pokrycie kosztów jego eksploatacji, godziwego zysku z najmu, bo przecież trudno sobie wyobrazić, że jego „przejściowy” właściciel będzie budował mieszkanie, a następnie funkcjonował na zasadzie non profit. No i wreszcie, czy wystarczy im środków na spłatę zaciągniętego przez inwestora kredytu. Co dziwniejsze, zakłada się, że rodzina nie posiada zdolności kredytowej, bo gdyby mogła skorzystać z kredytu komercyjnego nie byłby jej potrzebny żaden SGM! Już pobieżna analiza pokazuje, że grupa rodzin pasujących do SGM stanowi margines „bezmieszkaniowców”. Bo czy można zakładać, że podstawowym adresatem propozycji, która ma się stać rządowym programem, są gospodarstwa domowe posiadające znaczące „szare” dochody?
Uwagi złożone do założeń ustawy świadczą o dużym zainteresowaniu projektem i mogą zostać wykorzystane przy tworzeniu przepisów ustawy. Ustawę o SGM uzupełnia ustawa modyfikująca system budownictwa społecznego. W planach są kolejne działania, jednak ich podjęcie zależeć będzie od decyzji nowego rządu i parlamentu. Musimy także wrócić do gotowej nowelizacji Ustawy o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego, której celem jest bardziej elastyczne gospodarowanie zasobem mieszkań komunalnych. Rynek najmu może ożywić impuls wynikający z upłynnienia części zasobów towarzystw budownictwa społecznego, które – jeśli tbs tak zdecydują – mogą trafić na rynek mieszkań własnościowych i po raz wtóry do najmu – tym razem na zasadach komercyjnych. Cieszy duże zainteresowanie samorządów projektem ustawy o SGM. Spodziewamy się, że SGM w pierwszym okresie będzie najbardziej atrakcyjny właśnie dla gmin.
Częstokroć „centrala” ma pretensje do „terenu”, który oczekuje szczegółowych regulacji ustawowych dotyczących przyznawania określonych środków na poszczególne cele i kierowania ich do określonych adresatów. A przecież lokalne sytuacje i możliwości są bardzo zróżnicowane i „teren” najlepiej wie, jak pomagać w konkretnych warunkach. Na co „teren” odpowiada: nie jesteśmy na tyle silni ekonomicznie, żebyśmy mogli prowadzić samodzielną politykę mieszkaniową.
Tworzenie warunków do zaspokajania potrzeb mieszkaniowych wspólnoty samorządowej należy do zadań własnych gminy, nałożonych przez Ustawę o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie kodeksu cywilnego. O kształcie lokalnej polityki mieszkaniowej decydują więc członkowie wspólnoty samorządowej. Administracja państwowa korzysta z doświadczeń samorządów i formułowanych przez nie potrzeb, dostosowując obowiązujące prawo do wciąż zmieniającej się rzeczywistości. Budownictwo komunalne i socjalne zawsze było i pewnie zawsze będzie uzupełnieniem zasobu mieszkań na własność lub wynajem już istniejącego w Polsce.
Dziękuję za rozmowę.







2





