Rozmowa ze Zbigniewem Kubińskim, prezydentem Federacji – Porozumienie Polskiego Rynku Nieruchomości
Irena Scholl: Federacja, której jest Pan prezydentem, należy do najmłodszych tego typu organizacji „nieruchomościowych”. Jak sobie radzi ze znalezieniem swojego miejsca wśród „starszaków”?
Zbigniew Kubiński: Przede wszystkim zminimalizowaliśmy koszty administracji. Nasza federacja to nie biuro, ale zespół ludzi chętnych do uczestniczenia w „burzy mózgów”. W naszej federacji uważamy bowiem, że najlepszą wiedzą co do funkcjonowania zawodów rynku nieruchomości dysponują ci, którzy ten zawód na co dzień wykonują - od nich czerpiemy pomysły w zakresie szkoleń i innych naszych przedsięwzięć. Zwracamy w szczególności naszą uwagę na słabej jakości legislację, która szkodzi rynkowi nieruchomości ze szczególnym uwzględnieniem Ustawy o ochronie lokatorów. Praca w federacji opiera się na wolontariuszach a nie na etatowym biurze. Nie zbudowaliśmy więc struktury, której utrzymywanie „zjadałoby” środki uzyskiwane ze składek albo za szkolenia, ale stanowimy reprezentację środowiska, gdy trzeba coś załatwić dla dobra zarządców nieruchomości czy pośredników w obrocie nieruchomościami. Dzięki temu składki na federację są niskie. Np. stowarzyszenie mające 30. członków płaci 600 zł rocznie. Może dlatego niektóre stowarzyszenia przychodzą właśnie do nas. Oczywiście nasza Federacja wykonuje także te czynności, które realizowane są w innych strukturach; pełnimy rolę organizatora praktyk zawodowych – u nas można otrzymać dziennik praktyk, wspieramy organizacje seminariów i konferencji organizowanych przez stowarzyszenia członkowskie, rekomendowaliśmy naszych członków do składu Państwowej Komisji Kwalifikacyjnej ds. nadawania licencji zarządców i pośredników a także do Komisji Odpowiedzialności Zawodowej.
Wspomniał Pan o stowarzyszeniach. Ile ich było w zeszłym roku?
Trzynaście. Ale są to z reguły bardzo aktywne organizacje, jak Opolskie Stowarzyszenie Rynku Nieruchomości, Powszechne Towarzystwo Ekspertów i Doradców Rynku Nieruchomości. Bardzo aktywnym członkiem jest Stowarzyszenie Pośredników w Obrocie Nieruchomościami Polski Centralnej, Stowarzyszenie Przedsiębiorczości w Nieruchomościach czy Podkarpackie Stowarzyszenie Pośredników i Doradców Rynku Nieruchomości, Stowarzyszenia w Olsztynie i Płocku. I Federacja, i stowarzyszenia dbają o to, aby koszty szkoleń nie obciążały zbytnio kieszeni ich uczestników. Temu samemu celowi służy porozumienie, jakie zawarliśmy z firmą brokersko-ubezpieczeniową Saga Brokers. Dzięki rekomendowanemu przez federację ubezpieczeniom zarządcy i pośrednicy zrzeszeni w naszych stowarzyszeniach płacą mniejsze składki.
Ekonomiczne myślenie jest najwyraźniej mocną stroną działalności pańskiej Federacji. Brawo!
Ale nie tylko pieniądz jest ważny. Między innymi dbamy, aby zarządcy i pośrednicy przestrzegali standardów zawodowych, zatwierdzonych przez ministerstwo.
A na czym to polega?
Jest to w szczególności praca odbywająca się w stowarzyszeniach członkowskich. Uważamy, że większość problemów da się rozwiązać w naszym środowisku poprzez rozmowy czy dyskusje czy koleżeńskie zwrócenie uwagi.
Przestrzeganie zasad etyki zawodowej to m. in. poszanowanie prawa. Czy zdarzały się w zeszłym roku skargi na zarządców i pośredników kierowane do Komisji Odpowiedzialności Zawodowej? I czy były to skargi uzasadnione?
Sporadycznie nasze stowarzyszenia występowały z takimi skargami, zdarza się to w sytuacjach rzeczywiście drastycznych.
Dowodem na to, że w naszym środowisku doceniamy znaczenie prawa było zgłoszenie przez stowarzyszenia członkowskie kandydatów na nowych ławników sądowych. W 2012 r. kończy się kadencja dotychczas sprawujących tę ważną społecznie funkcję. Wielu spośród zgłoszonych traktuje to jako wyróżnienie, dowód zaufania. Mamy nadzieję, że zapoczątkuje to proces zasiadania w ławach sądów specjalistów od nieruchomości, gdyż sporo spraw napływających do sądów związanych jest z rynkiem nieruchomości. Dobrze było by, aby rozpatrywali je fachowcy.
Żyjemy w czasach, w których szybko uzyskiwana informacja jest niekiedy na wagę złota. Co robicie, aby do zarządców, pośredników i ich klientów w porę docierały istotne dla nich informacje?
Dwa razy w tygodniu wysyłamy do naszych członków biuletyny informacyjne drogą mailową, w których piszemy o ważnych wydarzeniach mających znaczenie dla szeroko rozumianego rynku nieruchomości. Piszemy o nowych lub będących dopiero w opracowywaniu aktach prawnych, aby wiedzieli, co ich czeka. Organizujemy też, mam na myśli również stowarzyszenia, w Warszawie i innych miastach wojewódzkich, konferencje prasowe, wystąpienia przed kamerami TV, aby informacje o sytuacji na rynku nieruchomości czy w gospodarce nieruchomościami docierały do czytelników, radiosłuchaczy i telewidzów „z pierwszej ręki”.
Jest Pan prezesem wspomnianego już Towarzystwa Ekspertów i Doradców Rynku Nieruchomości. Czy zapotrzebowanie na tego rodzaju usługi rośnie?
Zdecydowanie! Mamy w Towarzystwie już ponad 300 członków, są to licencjonowani pośrednicy, zarządcy i rzeczoznawcy majątkowi. Przyjmują coraz więcej klientów, którzy nie szukają jeszcze konkretnego mieszkania, domu, albo nie przychodzą z konkretną ofertą jego sprzedaży, ale chcą się zorientować w cenach, w szansach na znalezienie „czegoś odpowiedniego”. Pytają też jak przygotować mieszkanie czy dom do sprzedaży.
No właśnie, jak?
Odpowiedź zależy od danego stanu faktycznego. Czasami nie warto wkładać tysięcy w kosztowny remont, gdyż klient najczęściej i tak dokonuje zmian aby dostosować obiekt do swoich potrzeb. Po co więc podwyższać cenę, aby zwróciły się koszty remontu? Oczywiście nie wolno oferować obiektu odstręczającego odrapanymi ścianami, brudnego, śmierdzącego, „udekorowanego” zardzewiałymi sprzętami czy chwastami pod oknem.
A co doradca doradza kupującemu?
Nie warto inwestować w budynek wielopokoleniowy. Potomkowie nie chcą już mieszkać z rodzicami, dziadkami. Wyfruwają z rodzinnego domu coraz wcześniej, rozbiegają się po świecie. Kończy się więc pewien pomysł na rodzinne gniazdo. Trzeba się też dobrze zastanowić, czy budować, kupować dom ekscentryczny np. kryty strzechą, utrzymany w charakterze starej chaty, z kaflowymi piecami, z ławą do spania… Nowobogaccy miewają dziwne pomysły, a potem mają… kłopoty ze sprzedażą.
Kłopoty większego kalibru mają teraz zarządcy i pośrednicy, bo wrócił temat: licencje!
Koledzy – prezydenci innych federacji – już zapewne mówili na ten temat, a ja dodam jeszcze opinie naszych klientów korzystających z naszych usług. Oni są po prostu przerażeni! Mówią: jakie zaufanie będę miał do (z całym szacunkiem dla profesji) urzędnika, krawca, jubilera itp., któremu teraz się zechce zająć sprzedażą mojego domu albo sprawować zarząd w kamienicy, w której mieszkam. Warto było by przeprowadzić przez niezależny ośrodek badawczy sondę na ten temat. Niech społeczeństwo się wypowie, bo nas się posądza o korporacyjne praktyki, co jest oczywiście bzdurą. Żadna organizacja działająca na rynku nieruchomościowym nie podejmowała nigdy działań, mających na celu zamykanie dostępu do zawodów, o których mówimy. Nie chcemy jedynie, aby rynek zdziczał.
Miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie.
Czytaj też: Rynek nieruchomości na rozdrożu >













2


