Trzy lata temu zarejestrowane zostało stowarzyszenie pod nazwą Samorząd Regionalny Członków Spółdzielni Mieszkaniowych „Wielkopolska" w Poznaniu. Stowarzyszenie skupia 47 członków zwyczajnych oraz 3 spółdzielnie, które jako osoby prawne są członkami wspierającymi. Działalność stowarzyszenia opiera się na pracy społecznej członków, również prezes Aleksandry Kielińskiej i wiceprezesa Jana Wesołowskiego.
Ta skromna organizacja dokonała czegoś, na co przez lata nie mogły się zdobyć ogólnopolskie, międzyspółdzielcze organizacje, takie jak Krajowa Rada Spółdzielcza, kilkadziesiąt związków rewizyjnych czy Unia Spółdzielców Mieszkaniowych. Wystąpiła na forum Unii Europejskiej, aby bronić prywatnej własności spółdzielców i ich samorządności przed dyktaturą państwa.
W styczniu br. stowarzyszenie skierowało skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej w sprawie legislacji dotyczącej spółdzielni mieszkaniowych. Krajowa Rada Spółdzielcza wystąpiła w tej sprawie do Komisji Europejskiej długo po wystąpieniu „Wielkopolski", bo dopiero w kwietniu tego roku.
Spółdzielcy ze skargą do Strasburga
Irena Scholl: Czy właśnie taki cel - wniesienie skargi do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu na polską legislację dotyczącą spółdzielni mieszkaniowych i jej członków - przyświecał twórcom SRCzSM „Wielkopolska"?
Aleksandra Kielińska: Początkowo o tego typu wystąpieniu nie myśleliśmy. Po prostu mieliśmy dosyć dysponowania przez państwo majątkiem spółdzielczej społeczności i narzucania przez ustawodawców reguł działania samorządnym organizacjom, ciągłego mieszania się polityków w nasze sprawy.
IS: W „nasze sprawy" rozumiane dosłownie?
AK: Najdosłowniej. Grupa założycielska „Wielkopolski" wywodzi się z SM „Osiedle Młodych" w Poznaniu. Nie był to przypadkowy zbieg okoliczności. Z tej największej poznańskiej spółdzielni miejscowi politycy, przeciwni spółdzielczości mieszkaniowej, uczynili sobie „poletko doświadczalne". Zmanipulowali grupkę jej członków, którzy zaskarżyli w Sądzie Rejonowym ważność uchwał podjętych na zebraniu przedstawicieli, m.in. wybór Rady Nadzorczej. A działo się to w okresie, kiedy w dużych spółdzielniach - nasza liczyła ok. 100 tys. mieszkańców, w tym ok. 40 tys. członków spółdzielni - najwyższą władzą było właśnie zebranie przedstawicieli.
Jednak Sąd Rejonowy postanowił, że aby uchwały były ważne, musi je podjąć walne zgromadzenie, a nie zebranie przedstawicieli. Na to liczyli „likwidatorzy", przekonani, że do walnego zgromadzenia nie dojdzie, więc Rada Nadzorcza nie zostanie wybrana, a bez niej spółdzielnia nie będzie mogła funkcjonować, więc się rozpadnie. Ale się przeliczyli. Rzecz jasna trudno sobie wyobrazić udział w zgromadzeniu dziesiątków tysięcy ludzi, bo niby gdzie mieliby się zebrać? Znaleźliśmy jednak odpowiednie miejsce, kryty stadion „Arena", który pomieścił 6 tys. spółdzielców, bo aż tylu przyszło na walne. Był to chyba światowy rekord w historii spółdzielczości mieszkaniowej!
W ten sposób zamanifestowali oni swoją wolę walki o SM, którą politycy chcieli zniszczyć. Podjęto stosowne uchwały, wybrano Radę Nadzorczą. Dziś „Osiedle Młodych" liczy ok. 98 tys. mieszkańców, w tym ok. 38 tys. spółdzielców, co świadczy o słabych efektach antyspółdzielczej nagonki prowadzonej przez polityków, liczne redakcje prasowe i telewizyjną Jedynkę.
IS: Ale ten sukces Was nie usatysfakcjonował?
AK: Wręcz przeciwnie, zachęcił do podjęcia szerszych działań. Spotkaliśmy się ze spółdzielcami z terenu Poznania oraz woj. wielkopolskiego i postanowiliśmy wspólnie - wobec bierności istniejących organizacji ogólnospółdzielczych - powołać nową. W jej statucie zapisaliśmy cel: promowanie spółdzielczej formy własności oraz ochronę majątku spółdzielczego zgodnie z interesem społecznym i ekonomicznym członków. Także ochronę ich interesów, promocję najlepszej praktyki, upowszechnianie zasad międzynarodowego ruchu spółdzielczego oraz propagowanie w środkach przekazu spółdzielczej formy zaspokajania potrzeb mieszkaniowych i zarządzania nieruchomościami.
IS: Nie było problemów z argumentacją?
AK: Gdzie tylko się da, przekazujemy obiektywne informacje, wynikające z badań naukowych i codziennej praktyki poznańskich spółdzielni, że gospodarowanie zasobami mieszkaniowymi jest tu najbardziej efektywne, najtańsze, najsprawniejsze. Staramy się przy każdej nadarzającej się okazji - np. bezpośrednich kontaktów z członkami spółdzielni, grupami społecznymi i nie tylko - walczyć z cyniczną demagogią, że spółdzielnie mieszkaniowe to relikt komunizmu, który należy zniszczyć.
Przecież w Unii Europejskiej w 2000 r., a więc zanim zaczęły do niej przystępować dawne kraje socjalistyczne, istniało 132 tys. spółdzielni mieszkaniowych z 83,5 mln członków. Kierowaliśmy wnioski do posłów i klubów o nowelizację ustawy spółdzielczej, a do Trybunału Konstytucyjnego o szybkie rozpatrzenie wniosku grupy posłów z 14 listopada 2007 r. o stwierdzenie niezgodności z konstytucją niektórych zapisów ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych.
IS: Ale efekty tych działań nie były raczej zadowalające...
AK: Zdecydowaliśmy się więc iść dalej i wyżej, czyli do Strasburga. Zaskarżamy m.in. niekorzystny dla spółdzielców wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 15 lipca 2009 r., który uznał za zgodne z konstytucją obowiązujące obecnie niektóre artykuły ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych oraz ustawy Prawo spółdzielcze.
IS: Które konkretnie artykuły?
AK: Są to trzy przepisy, o których za chwilę powiem bardziej szczegółowo. Wszystkie one w naszym głębokim przekonaniu naruszają nie tylko art. 58 konstytucji RP, ale i art. 11 ratyfikowanej przez Polskę konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności mówiący o wolności zgromadzeń i stowarzyszania się. Z przepisów tych wynika, że każdy człowiek ma prawo do swobodnego, pokojowego stowarzyszania się i nie może podlegać innym ograniczeniom niż te, które określa ustawa i które są konieczne w społeczeństwie demokratycznym z uwagi na interesy bezpieczeństwa państwowego lub publicznego, ochronę porządku i zapobieganie przestępstwom, ochronę zdrowia i moralności lub ochronę praw i wolności innych osób.
W świetle tych ustaleń ustawodawca powinien na mocy ustawy zagwarantować jedynie podstawowe ramy działalności poszczególnych organizacji, a unikać niepotrzebnego chaosu i ograniczeń, kwestie szczegółowe pozostawiając regulacji statutowej.
IS: Co jest zatem tą pierwszą z trzech regulacji wprowadzających chaos i ograniczenia, które zaskarżyliście w Strasburgu?
AK: Likwidacja zebrań przedstawicieli członków oraz grup członkowskich i wprowadzenie zasady, że najwyższym organem spółdzielni mieszkaniowej jest, niezależnie od liczby zrzeszonych w niej członków, zawsze walne zgromadzenie. Gdy liczba członków spółdzielni przekroczy 500, zgromadzenie może być podzielone na części. Argumentem za takim ustawowym zapisem było dążenie do demokracji bezpośredniej, która miała umocnić wpływ członków na funkcjonowanie spółdzielni. Natomiast wprowadziła nie tylko chaos, ale ograniczyła rzeczywisty wpływ spółdzielców na treść uchwał. Biorąc bowiem udział w „cząstkowym" zgromadzeniu, spółdzielca nie ma żadnej możliwości kształtowania treści uchwały i przekonywania innych członków do swoich racji.
Przytoczyliśmy w swoim wystąpieniu opinię prokuratora generalnego: Członkowie walnego zgromadzenia w części muszą głosować nad sporządzoną przez zarząd spółdzielni uchwałą bez jakiegokolwiek wpływu na jej treść. Czyli każdy przytomnie patrzący widzi, jak karkołomnym pomysłem jest „cząstkowe" walne.
IS: A drugi zaskarżony zapis?
AK: Art. 8 z dopiskiem 2 ust. 3 i 4 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych, który ogranicza członkostwo w Radzie Nadzorczej do dwóch kolejnych kadencji oraz długość trwania kadencji do 3 lat. Takie uregulowania w naszej ocenie ewidentnie dyskryminują spółdzielnie mieszkaniowe i ich członków, gdyż w stosunku do innych podmiotów, jak spółki, stowarzyszenia, fundacje itp., tego typu ograniczeń nie wprowadzono. Ponadto zakwestionowaliśmy przekazanie - na mocy art.93a ustawy Prawo spółdzielcze - nadzoru nad spółdzielniami mieszkaniowymi ministrowi do spraw budownictwa [obecnie ministrowi infrastruktury - przyp. red.]. Ma on ustawowe prawo żądania informacji i danych statystycznych dotyczących organizacji i działania spółdzielni mieszkaniowych, niezbędnych do dokonywania oceny zgodności z prawem i gospodarności jej poczynań.
Jeśli minister uzna, że spółdzielnia narusza prawo, występuje do związku rewizyjnego lub Krajowej Rady Spółdzielczej o przeprowadzenie lustracji, która ma się zacząć w ciągu 30dni od otrzymania wniosku ministra, i przesłanie mu protokołu. W wystąpieniu do Strasburga pozwoliliśmy sobie na złośliwą uwagę, że w ten sposób minister zyskał uprawnienia wyższe niż Najwyższa Izba Kontroli, która nie ma ustawowego upoważnienia do kontrolowania spółdzielczości...
IS: Czy skarga SRCzSM „Wielkopolska" została przyjęta w Strasburgu bez zastrzeżeń?
AK: Tak. Zastosowaliśmy się bowiem ściśle do instrukcji dotyczącej składania skarg. A więc od strony formalnej wszystko jest w porządku. O treść merytoryczną również jesteśmy spokojni, gdyż skargę napisał prawnik doskonale zorientowany w problematyce spółdzielczości mieszkaniowej.
IS: Jesteście więc dobrej myśli?
AK: Zdecydowanie tak. Chociaż wiemy, że na wynik przyjdzie poczekać.
Więcej o problemach spółdzielczości:
Kolejna skarga spółdzielców
Spółdzielczość mieszkaniowa w szponach prawa
Paradoks współistnienia. Jak prawo przystaje do spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych
Spółdzielczość a prawo












2


