„Spółdzielnie poza kontrolą". „Kontrola spółdzielni mieszkaniowych w Polsce to fikcja". Tego rodzaju opinie, wyrażane przez niektórych polityków i dziennikarzy, niechętnych spółdzielczości, są z pewnością skrajne.
Niemniej jednak faktem jest, że z systemu lustracji spółdzielni mieszkaniowych nikt nie jest w pełni zadowolony. Przede wszystkim sami spółdzielcy, i to z wielu powodów.
Spółdzielcy dają wyraz swemu niezadowoleniu, m.in. w latach 2005-2009 kierując 2 150 pism do „ministra właściwego do spraw budownictwa, gospodarki przestrzennej i mieszkaniowej", który - zgodnie z art. 93a ustawy Prawo spółdzielcze - od 22 lipca 2005 r. bada działanie spółdzielni mieszkaniowych pod względem zgodności z prawem i gospodarności. Jeśli stwierdzi naruszenie prawa, występuje do związku rewizyjnego (jest ich 17, w tym dwa o zasięgu ogólnopolskim) lub do Krajowej Rady Spółdzielczej, która lustruje spółdzielnie niezrzeszone w żadnym związku z wnioskiem o przeprowadzenie lustracji.
Skarg na spółdzielnie kierowanych do ministra (obecnie infrastruktury) w trybie tej ustawy jest od 100 do 650 rocznie. To nie tak wiele, skoro tylko 0,02% (średniorocznie) członków należących do 700 (spośród 3 tys.) spółdzielni skierowało swoje żale do ministra. Ale z drugiej strony, jeśli - w ciągu 5 lat - z 1900 spraw zakwalifikowanych do rozpatrzenia było aż 1050, to już niepokoi.
Spółdzielcy skarżą się przede wszystkim na brak rzetelności i obiektywizmu lustracji, nieprawidłowości w rozliczaniu się spółdzielni ze spółdzielcami oraz na działania sprzeczne z prawem. Spółdzielcy narzekają, że spółdzielnie unikają lustracji. No i faktycznie, poddaje się im zaledwie połowa spółdzielni, chociaż prawo spółdzielcze nakazuje przeprowadzanie ich co 3 lata, a gdy spółdzielnia inwestuje - raz w roku. Niewykonanie tego ustawowego obowiązku zagrożone jest karami grzywny lub ograniczenia wolności.
Lecz przypadki nałożenia kar są sporadyczne, gdyż do organów ścigania i sądów kierują sprawy związki spółdzielcze, ale one akurat nie muszą tego czynić, gdyż zrzeszone w związkach spółdzielnie są zdyscyplinowane i poddają się lustracjom zgodnie z prawem. Np. Jan Sułowski, prezes Krajowego Związku Rewizyjnego Spółdzielni Mieszkaniowych zapewnia, że nie było przypadku, by należąca do tego związku spółdzielnia się nie lustrowała. Zaś w KRS słyszę, że ani prokuratury, ani sądy nie są skłonne do podejmowania tego rodzaju spraw ze względu na ich nikłą szkodliwość społeczną...
Aktualnie toczy się postępowanie przeciwko jednej ze znanych warszawskich spółdzielni, ale mijają dwa lata i zakończenia sprawy nie widać. Jest więc dylemat ze skutecznością egzekwowania prawa, wszechobecny zresztą we wszystkich dziedzinach życia publicznego, i nie tylko.
Nawet gdy lustracja się odbędzie, a we wnioskach polustracyjnych znajdą się cenne wskazówki, jak dalej zarządzać spółdzielnią, nie muszą być wykonywane. Z obserwacji KRS i związków rewizyjnych wynika, że zlustrowane zarządy częstokroć nie przedstawiają na walnych zgromadzeniach wniosków polustracyjnych ani nie informują o ich realizacji. Rady nadzorcze nie dopilnowują, aby ten obowiązek był wykonywany, a jeśli stwierdzą, że coś jest nie tak, nie doprowadzają do zmiany zarządu.
Co ze skutecznością lustracji?
W związkach rewizyjnych pojawiają się sugestie, aby wspólnie z resortem infrastruktury, posłami i naukowcami w sposób pogłębiony, oczyszczony z emocji politycznych zastanowić się nad charakterem lustracji. Czy ma ona mieć charakter analityczno-ekspertyzowy, a przeprowadzanie jej i wykonywanie wniosków z niej wynikających zależeć powinno de facto od samej spółdzielni? Czy obecny system powinien być zastąpiony systemem kontroli o charakterze władczym, a wnioski pokontrolne mają mieć formę nakazową?
Obecnie spółdzielnia poddawana jest kontroli skarbowej, pożarowej, Państwowej Inspekcji Pracy, sanepidu, nadzoru budowlanego, a więc fragmentarycznej. Ale gdyby miała to być kontrola kompleksowa o charakterze władczym, ogarniająca całokształt działania spółdzielni, to powinna obejmować wszystkie typy spółdzielni, jak również pozostałe podmioty działające w sektorze mieszkaniowym, np. towarzystwa budownictwa społecznego, deweloperów, powiernicze zarządy nieruchomości mieszkalnych.
A może sięgnąć do ustawodawstwa sąsiadów? Np. w Niemczech przynależność do związku rewizyjnego jest obligatoryjna, warunkiem zaś uzyskania przez zarząd absolutorium jest pozytywna ocena związku rewizyjnego dotycząca wykonywania wniosków polustracyjnych.
Ale co z „władczą" kontrolą w sytuacji, gdy § 3 prawa spółdzielczego mówi, że majątek spółdzielni jest prywatną własnością jej członków, a więc - upraszczając - mogą z nim robić, co chcą?
Dlaczego spółdzielnie nie garną się do związków?
- Dlaczego Pana spółdzielnia nie należy do związku rewizyjnego? - pytam Zbigniewa Nerlo, wiceprezesa SMB Osiedle Kabaty w Warszawie. - Bo źle wspominamy dawne czasy, gdy spółdzielniom nałożono „czapę", czyli Centralny Związek Spółdzielni Budownictwa Mieszkaniowego, do którego przynależność była obowiązkowa. Dlatego stronimy od wszelkich zrzeszeń, nawet dobrowolnych, gdyż każda przynależność w jakimś stopniu zawsze ogranicza niezależność, samorządność, a my ją sobie cenimy. Np. ja nie byłem, nie jestem i nie będę nigdy w żadnej partii. Natomiast zgodnie z przepisami poddajemy się lustracji, gdyż nie mamy niczego do ukrycia i chcemy, aby członkowie spółdzielni o tym wiedzieli. W Polsce, niestety, traktuje się lustracje jako biczyk na prezesów i całe zarządy. Ja traktuję lustratora jako cennego doradcę, a mam żal do niego tylko wówczas, gdy czegoś nie wie, np. w sprawie podatków, gdzie przepisy są niejasne i dwuznaczne. Natomiast zarzuty, że w spółdzielniach kolega lustruje kolegę to dziś już nonsens. U mnie bywali emeryci, których wcześniej nigdy na oczy nie widziałem, nazwisk już w tej chwili nie pamiętam. Natomiast stwierdzam, że byli to zawsze ludzie znający spółdzielczość na wylot, wiedzieli co i jak sprawdzać, żeby się wszystkiego dowiedzieć. Przez miesiąc pracowali od rana do wieczora, i tak być powinno. Moim zdaniem, gdy lustrator przychodzi „po godzinach", żeby dorobić, to nie jest w porządku. I jeszcze jedna obserwacja: sprawozdanie lustratora, podobnie jak rewidenta finansowego, dołączamy do sprawozdania zarządu, czego się członkowie spółdzielni domagali i co jest już w tej chwili uregulowane przepisami. Jednak zagląda do tych dokumentów zaledwie 2-3 członków spółdzielni rocznie. Może to dowód zaufania do zarządu, a może członkowie zbyt słabo korzystają ze swoich uprawnień? Nie wiem, czy mam się cieszyć, czy martwić...
Pan Zbigniew nie boi się lustracji, podobnie jak inż. Henryka Chmielewska-Pleczeluk, prezes Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej Rakowiec. - Sama świadomość, że będzie przeprowadzona lustracja, już nas dyscyplinuje - zapewnia. - A spojrzenie na naszą działalność fachowców z zewnątrz prowadzi do lepszej organizacji pracy. Np. lustrator zalecił nam sporządzenie regulaminów, niezbędnych do sprawniejszego funkcjonowania spółdzielni w zakresie remontów, finansów, prawa. Części tych regulaminów nie mieliśmy. A przy okazji: fakt, że informacje o wynikach lustracji idą do związku rewizyjnego, jest nie tylko czczą formalnością. Pozwala m.in. dobrze dobierać tematy szkoleń prowadzonych przez związek. Nasza spółdzielnia do związku należy, bo o 20% mniej płacimy za lustracje, korzystamy z bezpłatnych porad prawnych, co w sytuacji ciągłych zmian przepisów jest bezcenną pomocą. Korzystamy też ze szkoleń, dla mnie osobiście bardzo przydatnych. Uważam, że członkowie rady nadzorczej też powinni brać w nich udział. Były propozycje członków naszej spółdzielni, żeby wyjść ze związku, bo to kosztuje kilka tysięcy rocznie. Ale informacja, że członek spółdzielni płaci za to 3-4 zł w skali roku, przekonała spółdzielców, że warto.
Co z lustratorami?
Do rozważenia jest też kilka innych ważnych kwestii. Np. zdaniem posłów i senatorów kierujących do Sejmu kolejne projekty nowelizacji ustaw spółdzielczych (są obecnie w komisjach sejmowych cztery - PiS-u, dwa - PO i senacki, a PO szykuje jeszcze jeden), osobom, którym powierza się odpowiedzialne zadania lustracyjne, nie stawia się wysokich wymagań profesjonalnych. Wystarczy „zaliczyć" 60-godzinny kurs i od KRS otrzyma się upoważnienie do lustracji. Nie obowiązują tu ustawowe wymogi.
Projektodawcy nowelizacji ustaw proponują więc, aby - jak w przypadku rzeczoznawców majątkowych, pośredników w obrocie nieruchomościami, zarządców nieruchomości oraz audytorów energetycznych - lustratorzy otrzymywali licencje ministerialne. Znawcy przedmiotu pomysł ten krytykują, bo spowoduje on dalszy rozrost administracji państwowej, nie tylko etatowy, więc kosztowny.
W Europie coraz więcej uprawnień państwo ceduje na organizacje branżowe, samorządy zawodowe, a u nas odwrotnie: coraz więcej państwa w państwie, choć mówi się, że powinno się zmierzać do państwa samorządnego i kształtować postawy obywatelskie. Jak słusznie zauważył w swojej opinii o projektach ustaw dotyczących spółdzielni mieszkaniowych, sporządzonej dla Biura Analiz Sejmowych, prof. Krzysztof Pietrzykowski z Uniwersytetu Warszawskiego - wybitny znawca tematyki spółdzielczej, nie wystarczą doraźne zmiany przepisów o lustracji. Trzeba całościowo rozważyć koncepcję związków spółdzielczych.
Na razie jednak KRS poza wprowadzeniem stałego doszkalania lustratorów (15-godzinne szkolenie coroczne) opracowało instrukcję o lustracji organizacji spółdzielczych. Czytamy w niej m.in., że do przeprowadzenia lustracji nie wyznacza się osób powiązanych z lustrowaną spółdzielnią umowami, zleceniami o dzieło przez ostatnich 5clat. Ani pełniących funkcję członka organu samorządowego przez ostatnie 3 lata. Ani współmałżonka, krewnego pracownika zajmującego kierownicze stanowisko w spółdzielni.
W KRS zapewniają, że praktycznie w lustracjach nie uczestniczą obecnie prezesi spółdzielni mieszkaniowych, gdyż zbyt dużo było zarzutów, że rączka rączkę myje. Dr Jerzy Jankowski, prezes największego związku rewizyjnego - Związku Rewizyjnego Spółdzielni Mieszkaniowych RP, który zrzesza 700 spółdzielni - rozważa potrzebę takich zmian w prawie, które umożliwiłyby stworzenie lustracji etatowej. Jednak wówczas pokrycie kosztów utrzymania wielotysięcznej armii lustratorów przekroczyłoby możliwości związków rewizyjnych.
Jak widać, problemów do rozważenia jest wiele - tu zasygnalizowałam tylko niektóre z nich. Jedno jest pewne, warto odpolitycznić stosunek do spółdzielczości i merytorycznie porozmawiać: co zrobić, aby np. z lustracją było lepiej?





2


