- Proszę powiedzieć, jak w minionym roku pracowało się Panu w puławskiej SM Południe?
- Atmosfera pracy w całej polskiej spółdzielczości mieszkaniowej nie była najlepsza. Trwa nagonka publikatorów na prezesów, upowszechniana jest najmniejsza nieprawidłowość w funkcjonowaniu spółdzielni. Widać pisanie i mówienie o tym, że ogromna większość spółdzielczych zasobów mieszkaniowych jest zarządzana w sposób optymalny, a opłaty ponoszone przez ich użytkowników są z reguły niższe w porównaniu z ponoszonymi przez osoby mieszkające w innych zasobach, nie jest medialne. Bo to szara codzienność, a nie sensacyjne wydarzenie. Trwa też uporczywe wbijanie klina między spółdzielnie a spółdzielców. Panuje moda na udowadnianie, że organy spółdzielni, jej rada, zarząd działają przeciwko członkom. Co jest absurdalne, bo te organy, działając z woli spółdzielców, działają w ich interesie i dla ich dobra. Nie było też przyjemne nerwowe oczekiwanie, jak decyzje Trybunału Konstytucyjnego wpłyną na uporządkowanie przepisów regulujących funkcjonowanie spółdzielni. Niestety, doczekaliśmy się kolejnej niedopracowanej ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych, uchwalonej 18 grudnia ubiegłego roku w iście ekspresowym tempie, która powtarza niekonstytucyjne rozwiązania wyraźnie zakwestionowane przez Trybunał.
- Których postanowień, zawartych w wyroku TK, nie uwzględniono?
-Trybunał zwrócił uwagę na konieczność pozostawienia decyzji o zasadach nabywania własności przez osoby, którym przysługuje prawo lokatorskie, organom spółdzielni, a więc przede wszystkim walnemu zgromadzeniu jako najwyższej władzy w spółdzielni, natomiast w ustawie zawarto znów sztywne reguły tożsame z obowiązującymi dotychczas. Propozycja rządowa, która dopuszczała takie rozwiązanie, nie została przez posłów zaakceptowana. Uwagi zgłaszane przez biuro legislacyjne i zawarte w dostępnych w internecie opiniach Biura Analiz Sejmowych, zostały w trakcie procesu legislacyjnego zignorowane. Tempo prac sprawiło, że w ustawie nie uniknięto błędów, mamy m.in. dwa terminy na dokonanie przeniesienia własności - w ustawie nowelizowanej - 6 miesięcy, a w ustawie nowelizującej - 3 miesiące. Wydaje się, że ustawodawca stanął na stanowisku, zgodnie z którym przekształcenia muszą być kontynuowane na dotychczasowych zasadach w imię sprawiedliwości społecznej. Tak więc wola ogółu spółdzielców się nie liczy. A nie mając wpływu na określanie wysokości wpłat za przeniesienie własności lokali, tracą możliwość zdobywania dodatkowych środków na remonty.
- Ale co najmniej kilkaset tysięcy osób przekształcenia uszczęśliwiły. Stali się właścicielami lokali.
- No nie wszyscy dobrze na tym wyszli. Część z nich stało się szczęśliwymi właścicielami mieszkań tylko na chwilę. Teraz niezamożni właściciele popadają w niemałe tarapaty. Ostatnimi wpłatami, jakich dokonali na konto spółdzielni, były pieniądze na pokrycie zadłużeń eksploatacyjnych. Aby to uczynić i móc nabyć prawo własności mieszkania za przysłowiową złotówkę, zaciągnęli kredyty. Teraz muszą je spłacać, więc brakuje im pieniędzy na comiesięczne opłaty za lokal. W sytuacji gdy każdy budynek jest rozliczany indywidualnie, solidaryzm spółdzielczy przestaje istnieć. I to nie tylko w kwestiach dotyczących rozliczeń finansowych, ale także w stosunkach sąsiedzkich. Spółdzielni jako większemu organizmowi gospodarczemu łatwiej było załatać dziury w budżecie spowodowane zadłużeniem kilkudziesięciu czy nawet kilkuset osób. Dziś, gdy mieszkań w bloku jest kilkadziesiąt i powstaje wspólnota mieszkaniowa, sąsiedzi nie chcą płacić nawet za jeden lokal, którego właściciel zalega z opłatami. Już są sprawy kierowane do komornika. U nas mamy dwie, a będą następne. Dawniej użytkowników mieszkań lokatorskich broniła ustawa o ochronie lokatorów i komornik nie mógł egzekwować eksmisji z lokalu. Obecnie, gdy mamy do czynienia z właścicielami, ich zadłużone mieszkania mogą zostać zlicytowane. Potem pojawią się kolejne kłopoty, bo komornik licytuje prawo do lokalu, ale nie ma obowiązku jego opróżnienia. Tym się musi zająć nowy właściciel mieszkania. Ale czy to zrobi zgodnie z prawem - nie ma takiej pewności.
-Jak widać zerwanie więzi sąsiedzkich, solidaryzmu spółdzielczego może mieć daleko idące konsekwencje.
- Pojawiają się one na każdym kroku. Na przykład mieszkańcy poszczególnych bloków w ramach powstających nieruchomości jednobudynkowych zaczynają grodzić swoje własne „podwórka". Uniemożliwiają mieszkańcom sąsiednich domów dojście do ulic, sklepów, korzystanie ze wspólnie zbudowanych urządzeń wypoczynkowo-rekreacyjnych. W naszej spółdzielni też się pojawiły takie tendencje. Staramy się być mediatorem w takich konfliktach.
-Jakie jeszcze przepisy źle znowelizowanej ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych szkodzą spółdzielniom, a więc i spółdzielcom?
- Wątpliwości może budzić nowa treść art. 49[1], zgodnie z którym spółdzielnia ponosi koszty sądowe i koszty zastępstwa procesowego niezależnie od wyniku postępowania sądowego i może się okazać, że sąd we wszystkich instancjach przyznaje jej rację a koszty i to wcale niemałe i tak musi zapłacić. Przepisy przewidują również stosowanie norm uznanych za niezgodne z ustawą zasadniczą do 30.06.2010 r., co jest swego rodzaju nowatorskim podejściem do brzmienia art. 190 ust. 1 Konstytucji, zgodnie z którym orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne.
-Z Ministerstwa Infrastruktury kierowane są do spółdzielczości słowa zachęty: zajmijcie się zarządzaniem wspólnotowymi zasobami mieszkaniowymi. Kto jak kto, ale wy potraficie to robić. Iloma wspólnotami zarządzała SM Południe w Puławach w zeszłym roku?
- Mamy ich - w Puławach i Dęblinie - 49. W tym roku przybędą kolejne. Jednak - zachęcając nas do podejmowania działalności gospodarczej - polityka państwa powinna być bardziej konsekwentna. Dawniej spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe nie płaciły 19% podatku dochodowego od osób prawnych, dziś płacą. Nawet wówczas, gdy celem dodatkowej działalności gospodarczej działalności jest zasilenie funduszu remontowego. A jeśli wspólnot mieszkaniowych w dawnych domach spółdzielczych ma być coraz więcej, to ustawodawca mógłby się zastanowić nad sensownością obciążania tym podatkiem dochodów podmiotów powołanych wyłącznie do zarządzania współwłasnością.
- Ale co najmniej kilkaset tysięcy osób przekształcenia uszczęśliwiły. Stali się właścicielami lokali.
- No nie wszyscy dobrze na tym wyszli. Część z nich stało się szczęśliwymi właścicielami mieszkań tylko na chwilę. Teraz niezamożni właściciele popadają w niemałe tarapaty. Ostatnimi wpłatami, jakich dokonali na konto spółdzielni, były pieniądze na pokrycie zadłużeń eksploatacyjnych. Aby to uczynić i móc nabyć prawo własności mieszkania za przysłowiową złotówkę, zaciągnęli kredyty. Teraz muszą je spłacać, więc brakuje im pieniędzy na comiesięczne opłaty za lokal. W sytuacji gdy każdy budynek jest rozliczany indywidualnie, solidaryzm spółdzielczy przestaje istnieć. I to nie tylko w kwestiach dotyczących rozliczeń finansowych, ale także w stosunkach sąsiedzkich. Spółdzielni jako większemu organizmowi gospodarczemu łatwiej było załatać dziury w budżecie spowodowane zadłużeniem kilkudziesięciu czy nawet kilkuset osób. Dziś, gdy mieszkań w bloku jest kilkadziesiąt i powstaje wspólnota mieszkaniowa, sąsiedzi nie chcą płacić nawet za jeden lokal, którego właściciel zalega z opłatami. Już są sprawy kierowane do komornika. U nas mamy dwie, a będą następne. Dawniej użytkowników mieszkań lokatorskich broniła ustawa o ochronie lokatorów i komornik nie mógł egzekwować eksmisji z lokalu. Obecnie, gdy mamy do czynienia z właścicielami, ich zadłużone mieszkania mogą zostać zlicytowane. Potem pojawią się kolejne kłopoty, bo komornik licytuje prawo do lokalu, ale nie ma obowiązku jego opróżnienia. Tym się musi zająć nowy właściciel mieszkania. Ale czy to zrobi zgodnie z prawem - nie ma takiej pewności.
|
» Mieszkasz w budynku wielorodzinnym?
Zapisz się na bezpłatny newsletter. Najnowsze informacje znajdziesz w swojej skrzynce. |
|---|
-Jak widać zerwanie więzi sąsiedzkich, solidaryzmu spółdzielczego może mieć daleko idące konsekwencje.
- Pojawiają się one na każdym kroku. Na przykład mieszkańcy poszczególnych bloków w ramach powstających nieruchomości jednobudynkowych zaczynają grodzić swoje własne „podwórka". Uniemożliwiają mieszkańcom sąsiednich domów dojście do ulic, sklepów, korzystanie ze wspólnie zbudowanych urządzeń wypoczynkowo-rekreacyjnych. W naszej spółdzielni też się pojawiły takie tendencje. Staramy się być mediatorem w takich konfliktach.
-Jakie jeszcze przepisy źle znowelizowanej ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych szkodzą spółdzielniom, a więc i spółdzielcom?
- Wątpliwości może budzić nowa treść art. 49[1], zgodnie z którym spółdzielnia ponosi koszty sądowe i koszty zastępstwa procesowego niezależnie od wyniku postępowania sądowego i może się okazać, że sąd we wszystkich instancjach przyznaje jej rację a koszty i to wcale niemałe i tak musi zapłacić. Przepisy przewidują również stosowanie norm uznanych za niezgodne z ustawą zasadniczą do 30.06.2010 r., co jest swego rodzaju nowatorskim podejściem do brzmienia art. 190 ust. 1 Konstytucji, zgodnie z którym orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne.












2


