Mamy w Polsce kryzys z wodą!
W polskim Sejmie procedowana jest aktualnie inicjatywa uznania osobowości prawnej rzeki Odry, fot. Pexels
Zbliża się lato. Będziemy wyjeżdżać nad morze, nad jeziora i rzeki, czyli nad wodę… Wody używamy do mycia, do prania, gotowania itd. Wodę pijemy! Jednym słowem woda potrzebna jest nam do życia. Jak wygląda problem wody w Polsce? Chyba mamy kryzys!
Zobacz także
Kanserwis Sp. z o.o. Bezinwazyjna renowacja instalacji sanitarnych Zamiast kuć mieszkania - odnów pion kanalizacyjny od środka
Stare piony kanalizacyjne to częsty problem w budynkach wielorodzinnych. Zatory, nieszczelności, cofki, zapachy i zgłoszenia mieszkańców wymagają reakcji, ale tradycyjna wymiana pionu oznacza zwykle wejście...
Stare piony kanalizacyjne to częsty problem w budynkach wielorodzinnych. Zatory, nieszczelności, cofki, zapachy i zgłoszenia mieszkańców wymagają reakcji, ale tradycyjna wymiana pionu oznacza zwykle wejście do wielu mieszkań, kucie ścian, demontaż zabudów i roboty odtworzeniowe. W wielu przypadkach warto sprawdzić, czy zamiast klasycznej wymiany możliwa jest renowacja pionu od wewnątrz.
THERMIC Jędrzej Cierkosz Bezołowiowy PM REGLER H wyznacza nowy standard w stacjach mieszkaniowych THERMIC
Współczesne budownictwo wielorodzinne koncentruje się na kilku kluczowych obszarach: efektywności energetycznej, komforcie użytkowania oraz, co najważniejsze, higienie i bezpieczeństwie wody pitnej. Właściciel...
Współczesne budownictwo wielorodzinne koncentruje się na kilku kluczowych obszarach: efektywności energetycznej, komforcie użytkowania oraz, co najważniejsze, higienie i bezpieczeństwie wody pitnej. Właściciel firmy THERMIC, jako osoba z 30 letnim doświadczeniem na rynku, dostarcza rozwiązania, które wpisują się w zasady Zielonego Budownictwa. Centralnym elementem tych systemów jest PM REGLER H – innowacyjny regulator przepływu wykonany w technologii 100% mosiądzu bezołowiowego.
DryTouch Lokalizacja przecieku wody w mieszkaniu
Uszkodzenie ścian, sufitów, podłóg czy nawet części ruchomych mieszkania to jedne z konsekwencji wycieków wody w budynku. Inną kwestią są pleśnie i grzyby, którym sprzyja wilgotne środowisko. W dłuższej...
Uszkodzenie ścian, sufitów, podłóg czy nawet części ruchomych mieszkania to jedne z konsekwencji wycieków wody w budynku. Inną kwestią są pleśnie i grzyby, którym sprzyja wilgotne środowisko. W dłuższej perspektywie wycieki wody mogą powodować osłabienie konstrukcji budynku, a także wyższe rachunki za wodę. A zatem sprawa jest poważna i warto podjąć możliwie najszybciej działania. Nie oznacza to jednak od razu kucia ścian, rozbierania podłóg czy innych dużych prac remontowych.
Problem jest już odczuwalny w całym kraju. Resort klimatu informuje: rok 2025 był jednym z trzech najsuchszych lat od 1992 r., a susza objęła już 53% powierzchni Europy. „Powszechne osuszanie terenów podmokłych, postępujące uszczelnianie powierzchni i tzw. betonoza powodują, że w Polsce pogłębia się susza glebowa” – podsumowuje Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Niedobór wody w Polsce, ale i w Europie jest coraz większym ekologicznym wyzwaniem, prowadząc do pogłębiania się suszy hydrologicznej i rolniczej oraz wymuszając wdrażanie programów adaptacyjnych. W Polsce największe problemy z suszą występują w centralnych i wschodnich regionach kraju. Ma to wyraźnie negatywny wpływ na sadownictwo, poziom wód i produkcję żywności. Według resortu klimatu susza należy do najgorszych skutków zmiany klimatu w Polsce. Kolejny rok z rzędu obserwujemy suszę hydrologiczną, ostatnio na prawie 75% stacji pomiarowych odnotowano obniżone poziomy w rzekach. W maju 2026 r. stan zagrożenia hydrogeologicznego mieliśmy w siedmiu województwach, w tym w mazowieckim i lubelskim. Według MKiŚ Polska musi przygotować się nie tylko na susze, ale i na powodzie. W swoich komunikatach ministerstwo informuje, że „wdraża programy mające zwiększyć odporność kraju na ekstremalne zjawiska pogodowe”. MKiŚ planuje wspierać programy małej retencji, zamierza także przeprowadzić renaturyzację rzek i mokradeł. Jak wiemy, część z tych planów jest już realizowana.
Polska ma mało wody na mieszkańca
Polska należy do krajów o małych zasobach wodnych w przeliczeniu na mieszkańca. Obecnie na jednego mieszkańca Polski przypada średnio ok. 1,5–1,6 tys. m³ odnawialnych zasobów wody rocznie. W latach suchych wartość ta potrafi spaść nawet w okolice 1 tys. m³, czyli do poziomu uznawanego przez ekspertów już za tzw. silny stres wodny. Z takimi zasobami Polska znajduje się poniżej granicy tzw. bezpieczeństwa wodnego przyjętego przez ONZ (wg ONZ granica ta wynosi ok. 1700 m³/os./rok). Dla porównania:
Najmniej wody na mieszkańca mają: Kuwejt, Katar, Bahrajn, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Cypr i Malta. Zasoby wody w tych krajach to 100–500 m³/os./rok, dlatego często muszą korzystać z odsalania wody morskiej. Dla porównania – najwięcej wody na mieszkańca mają: Islandia, Kanada, Norwegia, Brazylia, Gujana. Ich zasoby to 50–100 tys. m³/os./rok. Polska jest w Europie jednym z najbardziej „suchych” krajów – plasuje się w dolnej części rankingu UE – obok Czech (nie mają morza! – przyp. aut.), tylko przed Cyprem i Maltą.
Dlaczego mamy tak mało wody? Główne przyczyny to: mała retencja (woda szybko spływa do kanalizacji i do rzek, potem do morza), stosunkowo mało dużych jezior i rzek, coraz częstsze susze zwykłe i hydrologiczne, także duża zmienność opadów.
Stan wody pitnej jest niezły!
Polska ma problemy związane z wodą pitną, ale nie oznacza to, że „zaraz zabraknie nam wody w kranach”. Problem jest bardziej złożony: w większości miast woda z wodociągów jest regularnie kontrolowana i bezpieczna do picia. Infrastruktura wodociągowa działa generalnie dobrze, a większość mieszkańców ma dostęp właśnie do takiej sprawdzonej wody. Jednocześnie, przypomnijmy, mamy stosunkowo mało zasobów wodnych, problemy z retencją oraz lokalnie – z jakością wody.
Maleją zasoby dostępnej wody. W ostatnich latach regularnie występują: susze hydrologiczne, rekordowo niskie stany rzek, wysychanie części studni, niedobory wody w glebie.
Słaba retencja. To jeden z kluczowych problemów. Przez dekady intensywnie regulowano w Polsce rzeki, osuszano mokradła, rozwijano meliorację odprowadzającą wodę, zabudowywano miasta betonem. Efekt jest taki, że po ulewach mamy podtopienia, ale woda, zamiast zasilać gleby i wody podziemne… odpływa do Bałtyku. Dlatego dużo mówi się dziś o retencji: zbieraniu deszczówki, odbudowie mokradeł, sadzeniu drzew itp.
Problemy z jakością wody. Woda wodociągowa zwykle spełnia normy, ale lokalnie występują problemy związane z:
- nawozami i pestycydami,
- nieszczelnymi szambami,
- zanieczyszczeniami przemysłowymi,
- starymi rurami w budynkach.
Często problemem nie jest sama woda z wodociągu, lecz instalacje wewnętrzne w starych blokach lub domach. Sytuację ratują wody podziemne. Około 70% wody pitnej w Polsce pochodzi z wód podziemnych. Eksperci z Państwowego Instytutu Geologicznego podkreślają, że zasoby te są odnawialne, a Polska wykorzystuje obecnie tylko ok. 20% dostępnych zasobów wód podziemnych. Dlatego w skali kraju raczej nie przewiduje się dramatycznych niedoborów wody pitnej. Czy sytuacja będzie się pogarszać? Prawdopodobnie tak – zwłaszcza lokalnie. Możliwe są: częstsze zakazy podlewania ogrodów i działek, okresowe niedobory wody w małych gminach, większe koszty uzdatniania wody, pogłębiające się konflikty: mieszkańcy kontra rolnictwo i przemysł. Według ekspertów najbardziej narażona na niedobory wody pitnej jest centralna Polska, w tym Mazowsze i Kujawy, gdzie najczęściej występują susze.
Czy można pić wodę z kranu? W większości dużych miast tak. Problemy, które mieszkańcy zgłaszają dotyczą głównie smaku wody, jej twardości, kamienia i starych instalacji w budynkach. Twarda woda sama w sobie nie jest zagrożeniem dla zdrowia – jest raczej problemem dla naszej skóry, … naszych czajników i pralek. W większości mniejszych ośrodków picia kranówki się jednak nie zaleca. Podsumowując: jak na razie, nie mamy ogólnopolskiego kryzysu wody pitnej, ale jest coraz pilniejsza potrzeba inwestowania w retencję oraz ochronę jakości wód. Największym zagrożeniem na najbliższe dekady będzie nie całkowity brak wody, lecz lokalne niedobory, pogarszająca się stabilność dostaw i rosnące koszty utrzymania systemu wodnego.
Bałtyk i jego kłopoty
Bałtyk jest jednym z ulubionych kierunków wakacyjnych w naszym kraju. Wiele osób wręcz nie wyobraża sobie urlopu bez polskiego morza. Warto więc sprawdzić, co kryją jego wody. W obecnej formie Bałtyk jest jednym z najmłodszych mórz na świecie, ma ok.14 tysięcy lat (powstał po ostatnim zlodowaceniu). Jest bardzo młody zwłaszcza w porównaniu z Morzem Śródziemnym (5,5 mln lat) czy Morzem Czerwonym (30 mln lat). Co ciekawe, Bałtyk kilka razy zmieniał charakter: był kiedyś ogromnym jeziorem polodowcowym, później miał połączenie z Oceanem Atlantyckim, okresowo znów stawał się bardziej słodkowodny, a obecne słonawe morze (nie słone!) ukształtowało się stosunkowo (w skali geologicznej) niedawno.
Bałtyk to morze bardzo zdegradowane
Naukowcy i organizacje środowiskowe od lat alarmują, że Bałtyk należy do najbardziej zdegradowanych mórz świata. Przyczyna w tym, że Morze Bałtyckie jest płytkie, prawie zamknięte, więc zanieczyszczenia kumulują się przez lata. W praktyce Bałtyk działa trochę jak ogromne jezioro, które łatwo zanieczyścić, ale trudno oczyścić (Szwedzi nazywają Bałtyk – Östersjön, co dosłownie znaczy „wschodnie jezioro”, przyp. autorki). Największe problemy to: eutrofizacja, czyli nadmiar azotu i fosforu z rolnictwa, ścieków i przemysłu, „martwe strefy” z niedoborem tlenu, stopniowe ocieplanie się wody, przełowienie części gatunków, mikroplastik i toksyny zalegające na dnie. Szczególnie niepokojące są martwe strefy. Według szacunków obszary beztlenowe obejmują już ok. 18–20% dna Bałtyku. W takich miejscach praktycznie zanika życie. Problemy mają też ryby, np. dorsz, który jest w bardzo złym stanie. Odławiany bez umiaru przez lata, ma dziś – oprócz niedoboru tlenu i zbyt ciepłej wody – mniej pożywienia, pasożyty i stres środowiskowy. Dorsz jest mniejszy, chudszy i rozmnaża się dziś słabiej niż dawniej. Krytycznie zagrożony jest też morświn, jedyny waleniowaty ssak bałtycki. Populacja morświna jest tak mała, że szacunki mówią o zaledwie kilkuset osobnikach. W jego przypadku główne zagrożenia to: zaplątywanie się w sieci rybackie, hałas statków, zanieczyszczona woda i problemy z dostępem do pokarmu.
Wraki statków i broń chemiczna na dnie
Na dnie Bałtyku spoczywają tysiące wraków – od średniowiecznych statków handlowych po okręty wojenne z obu wojen światowych. Niektóre zachowały się w wyjątkowo dobrym stanie: nic dziwnego, pamiętamy, że zasolenie Bałtyku jest niskie i niewiele w nim organizmów, które by je niszczyły. Po II wojnie światowej w Bałtyku zatopiono też ogromne ilości: amunicji konwencjonalnej, bomb lotniczych, min morskich i co najgorsze – broni chemicznej (m.in. iperytu siarkowego i innych środków bojowych). Do dziś stanowią nie tylko przedmiot badań naukowych, ale i ogromne zanieczyszczenie dna Bałtyku i to w bardzo niebezpiecznej formie. Na dnie znajdują się także: rurociągi gazowe (patrz: Nord Stream), kable telekomunikacyjne, kable energetyczne i konstrukcje związane z farmami wiatrowymi. Miejmy nadzieję, że ta nowoczesna infrastruktura, chociaż szkodliwa, stanowi dla wód Bałtyku mniejsze ekologiczne zagrożenie niż pozostałości wojenne.
Co się dzieje z polskimi rzekami?
Według państwowych raportów i kontroli NIK większość polskich rzek nie spełnia unijnych norm „dobrego stanu ekologicznego”. W niektórych ocenach nawet ponad 90–99% odcinków rzek wypada źle! Największe problemy to:
- zanieczyszczenia ściekami i nawozami z rolnictwa,
- regulowanie rzek (prostowanie i betonowanie brzegów),
- niski poziom wód przez susze,
- wysokie zasolenie i chemikalia,
- coraz wyższe temperatury wody.
Najbardziej znane przykłady tych problemów to Odra i Wisła.
Odra – „złote algi” i nie tylko
Największy problem Odry to ogromne zasolenie i warunki sprzyjające toksycznym algom. Katastrofa z 2022 r. była największą katastrofą ekologiczną w historii współczesnej Polski. Jej bezpośrednią przyczyną był toksyczny zakwit „złotej algi” (Prymnesium parvum), który rozwinął się właśnie wskutek wysokiego zasolenia, suszy i upałów. Skutkiem było masowe wymieranie organizmów wodnych na 500 km biegu rzeki (śmierć ok. 360 ton ryb) oraz degradacja całego ekosystemu rzeki. Po katastrofie sytuacja Odry nadal jest bardzo poważna. Podstawowe problemy nadal istnieją – to właśnie wysokie zasolenie wody przez zrzuty zasolonych wód kopalnianych i ryzyko nawrotu „złotej algi”. Oznacza to konieczność stałego monitorowania rzeki.
W 2025 r. zagrożenie „złotą algą” znów się pojawiło, ale udało się uniknąć powtórki katastrofy z 2022 r. Fatalny glon pojawił się tym razem głównie w Kanale Gliwickim i jego bocznych odnogach, natomiast w głównym nurcie Odry nie stwierdzono za dużej jego obecności. Warto odnotować, że rzeka częściowo się już odbudowała biologicznie: wróciła część ryb i organizmów wodnych. A to dzięki temu, że monitoring jest bardziej intensywny, a służby szybciej reagują na zagrożenia. Rząd i służby środowiskowe przyznają jednak, że ryzyko kolejnej katastrofy ekologicznej istnieje co roku. Największy kłopot, że „złota alga” nie pojawiła się znikąd, jej ekspansję umożliwiły warunki stworzone przez człowieka. Eksperci od początku wskazywali, że kombinacja: słonej wody z przemysłu i kopalń, małego przepływu rzeki, wysokiej temperatury i wieloletniej ekologicznej dewastacji Odry stworzyła idealne warunki dla katastrofy. Hydrobiolodzy oceniają, że dziś „Odra nie jest w stanie ekologicznej katastrofy, ale jest rzeką chronicznie zagrożoną ekologicznie”. Wielu uważa, że bez zdecydowanego ograniczenia zasolenia oraz renaturyzacji rzeki problem będzie wracał.
Wisła – alarmująco niskie stany wody!
Rekordowo niski poziom wody w Wiśle miał miejsce w Warszawie i wyniósł 7 cm! To świeży rekord z ostatnich lat: 8 cm zanotowano podczas suszy hydrologicznej 26 sierpnia 2025 r. a dzień później – 27 sierpnia – wodowskaz ze stacji hydrologicznej Warszawa Bulwary wskazał nawet 1 cm mniej, czyli 7 cm! Są to najniższe wartości w historii pomiarów tej stacji IMGW. Wcześniejsze historyczne rekordy to: 20 cm w 2024 i 26 cm w czasie suszy w 2015. Porównanie tych liczb wyraźnie wskazuje na coraz niższe stany wody w Wiśle; przy okazji widać, jak mocno zmienia się hydrologia Polski. Sam fakt, że największa rzeka Polski schodzi do takich wartości, hydrolodzy uznają za bardzo alarmujący sygnał suszy i zmian klimatycznych. Wisła ma też swoje inne poważne problemy. W największym skrócie to: ścieki komunalne i przemysłowe, fatalne skutki regulacji brzegów rzeki w miastach, spływ nawozów z rolnictwa, dużo za dużo mikroplastiku, rosnące ocieplanie się rzeki.
Jeziora też mają problemy!
Są w trochę lepszym stanie niż polskie rzeki, ale też mają poważne problemy. Do największych zagrożeń w ich przypadku należą: eutrofizacja, zakwity sinic, spadek przejrzystości wody, coraz wyższa temperatura oraz ubywanie tlenu w głębszych warstwach. W ocenie ekspertów tylko niewielki procent naszych jezior osiąga „dobry stan” według norm UE. Nawet w przypadku mazurskich jezior, które należą do najczystszych w Polsce, turystyka i ocieplanie się klimatu robią swoje. Przygnębiająca jest, niestety, informacja, że w ciągu ostatnich 50 lat ubyło w Polsce ok. 2000 jezior polodowcowych. Wysychają! Przyczyny: susze, zmiany klimatu i aktywność człowieka (regulacje, melioracje itp).
Aby Odra została uznana za Osobę Odrę!
Na koniec optymistyczny akcent! Komisja Europejska formalnie zarejestrowała Europejską Inicjatywę Obywatelską „Prawa natury: umożliwienie obywatelom podejmowania działań na rzecz ochrony ekosystemów”. To pozytywny sygnał: debata o prawach przyrody wchodzi na poziom europejski i uzyskuje realną ścieżkę instytucjonalną.
Inicjatywa zakłada możliwość przyznania ekosystemom osobowości prawnej oraz praw do istnienia, regeneracji i ochrony. Co szczególnie istotne, proponuje również mechanizm, dzięki któremu obywatele i społeczności mogliby (jako przedstawiciele prawni) występować w imieniu ekosystemów, które same nie mogą bronić swoich praw.
Przykład hiszpańskiej laguny Mar Menor pokazuje, że prawa ekosystemów nie są już tylko ideą, ale mogą stać się konkretnym narzędziem ochrony przyrody.
W polskim Sejmie procedowana jest aktualnie inicjatywa uznania osobowości prawnej rzeki Odry. Jednym z inicjatorów tego europejskiego procesu jest polska Fundacja „Osoba Odra”. Jesienią br. rozpocznie się akcja zbierania podpisów. Aby Odra została uznana za Osobę Odrę potrzebny będzie co najmniej milion podpisów obywateli UE. Będzie to test solidarności państw UE wobec przyrody, ale i duża szansa na zwiększenie ochrony rzek, lasów i innych ekosystemów w całej Unii Europejskiej. Trzymajmy kciuki!
