Pomoc spółdzielcza i sąsiedzka nie tylko na święta
Co mogą zrobić wszystkie spółdzielnie mieszkaniowe, aby pomóc swoim najbardziej potrzebującym członkom? Fot. Pixabay
Zbliżają się święta. To czas radości w gronie rodziny, przy wigilijnym stole. Niestety nie każdy tak spędzi święta. Rozejrzyjmy się wokół, czy możemy ofiarować pomoc naszym sąsiadom, osobom starszym, samotnym. Spółdzielnie też mogą ich wspierać, zapraszając na organizowane przez siebie spotkania sąsiedzkie, wigilijne, organizując świąteczne paczki.
Idą święta… dla wierzących to przede wszystkim czas wspominania i celebrowania narodzin Chrystusa, dla „mniej wierzących” czas celebrowania tradycji bożonarodzeniowych, spotkań rodzinnych. Dla wszystkich to czas radości dzieci oczekujących na prezenty od Świętego Mikołaja, to wspólne śpiewanie kolęd oraz biesiadowanie przy zastawionych świątecznymi potrawami stołach. Ale czy na pewno dla wszystkich?
Niestety, nie! Jest wokół nas mnóstwo ludzi starych, samotnych, schorowanych, biednych, dla których radość innych jest swoistego rodzaju torturą. Tacy ludzie żyją na naszych osiedlach, codziennie ich spotykamy, nie zdając sobie często z tego sprawy. Czy jako zarządcy nieruchomości możemy i powinniśmy coś zrobić? Tak! I możemy, i powinniśmy!
Znając lepiej środowisko spółdzielni mieszkaniowych wiem, że część spółdzielni (w szczególności te posiadające domy kultury, kluby czy inne tego typu placówki) ma ofertę dla naszych mniej zamożnych seniorów, oferując różnego rodzaju formy pomocy. Korzystanie przez takich ludzi z pomocy Ośrodków Pomocy Społecznej napotyka często na barierę wstydu – mają ciągle nadzieję, że sobie poradzą, że jakoś to będzie. Szczególnie dla osób samotnych, niemogących liczyć na żadną pomoc rodziny, takie myślenie to bardzo niebezpieczna pułapka, tym bardziej, że od wielu lat (tak przynajmniej wynika z moich doświadczeń) OPS-y nie wykazują aktywności, polegających na poszukiwaniu osób potrzebujących poprzez różnego rodzaju formy wywiadów środowiskowych – przynajmniej tak jest w dzielnicach Warszawy, w których miałem okazję pracować przez ostatnie 30 lat. A nie zawsze tak było. Kiedy zaczynałem pracę zarządcy na początku lat osiemdziesiątych, pracownik OPS był stałym gościem w biurze administracji osiedla; wymienialiśmy się informacjami i wspólnie ustalaliśmy sposób postępowania. Taka sytuacja utrzymywała się jeszcze do początku lat dziewięćdziesiątych. Z moich obecnych doświadczeń wynika, że jeśli nie zwrócę się w jakiejś sprawie do OPS, kontaktu z ich strony nie ma.
Jak może potrzebującym pomóc spółdzielnia?
Co mogą zrobić wszystkie spółdzielnie mieszkaniowe, aby pomóc swoim najbardziej potrzebującym członkom? I tutaj znowu wrócę do przeszłości i to w dodatku tej z okresu PRL, czyli czasów, które obecni „patrioci” chcieliby wymazać z historii Polski. W spółdzielniach mieszkaniowych wówczas (ale również obecnie) można było tworzyć różne fundusze, inne niż te obowiązkowe wskazane w ustawach. Takim funduszem był – i może być – fundusz na cele społeczne, oświatowe i kulturalne – o ile stosowną uchwałę w tym zakresie podejmie Walne Zgromadzenie członków spółdzielni. Jak to wyglądało w przeszłości? Otóż w ramach działalności rady nadzorczej (lub w większych spółdzielniach rady osiedla) powstawała specjalna komisja, zajmująca się organizacją pomocy dla najbardziej potrzebujących członków. Zadaniem takiej komisji była weryfikacja wniosków o udzielenie pomocy finansowej, składanych do jednego z ww. organów spółdzielni. Taka weryfikacja polegała na zebraniu informacji od pracowników spółdzielni, sąsiadów, ale również była realizowana poprzez wizyty w lokalu wnioskodawcy. Komisja wykazywała również własną inicjatywę i w porozumieniu z pracownikami administracji poszukiwała osób najbardziej potrzebujących pomocy. Na jej wniosek właściwy organ podejmował stosowną uchwałę, która była podstawą do udzielenia pomocy finansowej, zwolnienia z części opłat, nienaliczaniu odsetek za zaległości w opłatach, itp. Dla działów księgowości taki dokument był podstawą do zmian w ewidencji. Nie robiłem co prawda rekonesansu i nie wiem, czy takie praktyki są stosowane w spółdzielniach mieszkaniowych, ale śmiem twierdzić – na postawie osobistych doświadczeń i przypuszczeń, że raczej nie. Słyszę już głosy sprzeciwu, że przecież tego typu cele nie są wskazane w ustawie o spółdzielniach mieszkaniowych (faktycznie nie są), że pomoc finansowa dla członka spółdzielni nie jest kosztem uzyskania przychodu, że od tego są gminy, OPS-y, itd., itp. I tak część działalności spółdzielni, która w mojej ocenie, była kwintesencją pojęcia „spółdzielczości” (wzajemnej pomocy) bezpowrotnie zanika. A szkoda, ponieważ z danych statystycznych wynika, że pomimo prężenia muskułów przez kolejne ekipy rządzące (druga Japonia, zielona wyspa, itp.) zakres biedy w Polsce rośnie.
Wracając do istoty problemu zastanówmy się, co mogą zrobić – poza władzami spółdzielni – pozostali jej członkowie. Podstawowy problem polega na tym, że większość z nich nie czuje tej wspólnoty korporacyjnej, stanowiącej podstawę powstawania i funkcjonowania spółdzielczości mieszkaniowej. Sąsiad nie jest postrzegany jako członek „naszej” organizacji i nie wyzwala w związku z tym żadnego poczucia wspólnoty i wzajemnej odpowiedzialności. A sąsiad może wiele, np. zapytać o zdrowie, przynieść zakupy, wyrzucić śmieci, zawieźć do lekarza, czy po prostu porozmawiać. Pomoc dla seniorów w miejscu ich zamieszkania znalazła nawet swoje odzwierciedlenie w rządowych programach, wprowadzonych zmianami do ustawy o pomocy społecznej w lipcu 2023 roku. Zgodnie z uchwaloną zmianą usługi sąsiedzkie są formą wsparcia, świadczoną przez osoby blisko mieszkające, które wynagradzane są w formie pieniężnej przez gminę. W ramach usług sąsiedzkich może być świadczona pomoc w zaspokajaniu podstawowych potrzeb życiowych, prostą podstawową opiekę higieniczno-pielęgnacyjną, nie wymagającą specjalistycznego przygotowania, a także w miarę potrzeb oraz możliwości zapewnienia kontaktów z otoczeniem. Ten program jest realizacją europejskiego trendu dążenia do pomocy ludziom starszym w miejscu ich zamieszkania. Uznano bowiem, że jest to forma bardziej komfortowa dla podopiecznego. Moim zdaniem jest jeszcze inny powód – liczba osób starszych bardzo szybko rośnie i zorganizowanie dla nich pomocy w specjalistycznych placówkach będzie bardzo kosztowne, a czasami niemożliwe ze względu na bariery finansowe, czy brak wykwalifikowanej kadry. Tematyka opieki nad osobami starszymi i chorymi jest mi znana z uwagi na osobiste doświadczenia – zapewniam Państwa, że będzie coraz gorzej i niedługo wzajemna pomoc sąsiedzka stanie się koniecznością.
Wracając do świąt Bożego Narodzenia…
Boże Narodzenie to jedno z najważniejszych świąt religijnych zakorzenione również w środowiskach ludzi niewierzących, do których się zaliczam. Natomiast stosowanie w życiu 7 nauk Chrystusa – czyli wartości uniwersalnych – polecam każdemu i sam w nie wierzę. „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”, „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”, „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie (…)”, „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”, „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego”, „Kiedy ty dajesz jałmużnę, niechaj nie wie twoja lewa ręka o tym, co czyni prawa. Niech twoja jałmużna pozostanie w ukryciu, a Ojciec twój, który widzi także to, co ukryte, nagrodzi cię za nią”, „Miejcie wiarę w Boga! Zaprawdę, powiadam wam: Kto powie tej górze: Podnieś się i rzuć się w morze, a nie wątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to, co mówi, tak mu się stanie. Dlatego powiadam wam: Wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie”. To mądre i głębokie przemyślenia, dotyczące natury ludzkiej.
***
Życzę Czytelnikom i tym wierzącym, i tym niewierzącym, aby do tych nauk próbowali się stosować; z pewnością będzie nam żyło się lepiej. Wesołych Świąt!
