Zielone światło dla „zielonych” mieszkań?
Liczba zielonych certyfikatów dla budownictwa mieszkaniowego rośnie, co ma związek z rosnącą świadomością ekologiczną mieszkańców oraz ich chęcią ograniczania kosztów eksploatacji mieszkań, fot. Freepik
Jedną z prób walki z coraz większym kryzysem klimatycznym staje się dziś budownictwo ekologiczne, w tym mieszkaniowe. Zielone mieszkania są nie tylko modnym ekotrendem wśród nabywców, ale także koniecznym kierunkiem rozwoju budownictwa.
Zobacz także
Caparol Polska Sp. z o.o. Renowacja elewacji budynku wielorodzinnego. Jak zaplanować prace, które rozwiążą problemy na lata?
Zabrudzenia, glony, spękania, odspojenia tynku i rosnące wymagania dotyczące izolacyjności cieplnej to sygnały, których zarządca nieruchomości nie powinien ignorować. Skuteczna renowacja elewacji wymaga...
Zabrudzenia, glony, spękania, odspojenia tynku i rosnące wymagania dotyczące izolacyjności cieplnej to sygnały, których zarządca nieruchomości nie powinien ignorować. Skuteczna renowacja elewacji wymaga jednak czegoś więcej niż wyboru koloru farby: najpierw potrzebna jest diagnoza, następnie dopasowanie zakresu robót, a dopiero na końcu wybór kompletnego rozwiązania materiałowego.
Kanserwis Sp. z o.o. Bezinwazyjna renowacja instalacji sanitarnych Rury do wymiany? Niekoniecznie!
Odnawiamy instalacje kanalizacyjne od wewnątrz - bez tradycyjnej wymiany rur.
Odnawiamy instalacje kanalizacyjne od wewnątrz - bez tradycyjnej wymiany rur.
Kanserwis Sp. z o.o. Bezinwazyjna renowacja instalacji sanitarnych Piony kanalizacyjne do wymiany? Niekoniecznie!
Renowacja od wewnątrz pozwala dziś naprawiać instalacje kanalizacyjne w budynkach bez kucia ścian, demontażu łazienek i prowadzenia wielotygodniowego remontu. Kluczowe jest jednak nie samo zastosowanie...
Renowacja od wewnątrz pozwala dziś naprawiać instalacje kanalizacyjne w budynkach bez kucia ścian, demontażu łazienek i prowadzenia wielotygodniowego remontu. Kluczowe jest jednak nie samo zastosowanie technologii bezinwazyjnej, lecz właściwa diagnostyka i dobór metody do rzeczywistego stanu instalacji.
Raport „Zerowy ślad węglowy. Mapa drogowa dekarbonizacji budownictwa do 2050 roku”, opracowany przez Polskie Stowarzyszenie Budownictwa Ekologicznego i EBOR pokazuje, że budynki i cały przemysł budowlany są odpowiedzialne za ok. 38 proc. globalnych emisji CO2. Co ciekawe, 2/3 tych emisji powstaje w wyniku eksploatacji budynków (zużycie energii z paliw kopalnych na ogrzewanie, chłodzenie etc.), a pozostała 1/3 przypada na działalność przemysłu budowlanego związaną m.in. z wydobyciem surowców, produkcją i transportem materiałów, procesem budowy czy późniejszej rozbiórki budynków. Szacuje się, że globalne zasoby budowlane prawdopodobnie podwoją się przed 2050 rokiem, co spowoduje ogromny wzrost emisji gazów cieplarnianych, o ile nie zostaną podjęte jakieś, najlepiej radykalne, kroki w celu ich ograniczenia. Poza tym, tylko w 2020 r. branża budowlana była odpowiedzialna za wyprodukowanie ok. 1/3 światowych odpadów i zużycie 3 mld ton surowców.
Dlatego coraz więcej działających na rynku firm obiera kierunek zrównoważonego rozwoju i neutralności dla środowiska, zmieniając swoje podejście do projektowania i całego procesu budowlanego. Wymusza to presja biznesowa, legislacyjna – w tym m.in. europejski Zielony Ład i obowiązki, jakie UE nakłada na firmy w zakresie raportowania ESG i ich wpływu na środowisko – oraz oczekiwania użytkowników, najemców i nabywców, którzy coraz częściej chcą wiedzieć, jak ich mieszkanie będzie wpływać na otoczenie, czy zostało wybudowane z poszanowaniem dla środowiska i jego zasobów i czy pozwoli im prowadzić zrównoważony tryb życia.
Zielone certyfikaty wkraczają na rynek mieszkań
Trend certyfikowania budynków, od wielu lat obecny na rynku komercyjnym (dotyczy głównie biurowców i nieruchomości logistycznych) coraz aktywniej wchodzi obecnie i do segmentu mieszkań. Liczba zielonych certyfikatów dla budownictwa mieszkaniowego rośnie, co ma związek z rosnącą świadomością ekologiczną mieszkańców oraz ich chęcią ograniczania kosztów eksploatacji mieszkań. Dlaczego rośnie popularność zielonych mieszkań? Prawdopodobnie dlatego, że są zaprojektowane z myślą o minimalizacji wpływu na środowisko, co obejmuje wykorzystanie materiałów przyjaznych dla środowiska, efektywność energetyczną i zdrowe warunki życia dla lokatorów. Dla kupujących, szczególnie na kredyt, zielone mieszkania mogą oznaczać niższe rachunki za energię i wodę, a także potencjalnie wyższą wartość odsprzedaży.
– W budownictwie ekologicznym w sektorze mieszkaniowym widzimy rosnące znaczenie zielonych certyfikatów wśród deweloperów. Dynamicznie przyrasta liczba takich osiedli, aczkolwiek przyrost jest spowodowany też tym, że po prostu baza jest bardzo niska – uważa Bartłomiej Sosna, ekspert rynku budowlanego.
Z ubiegłorocznego raportu Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego (PLGBC) „Zrównoważone certyfikowane budynki” wynika, że rozwój certyfikacji w sektorze mieszkaniowym wyraźnie przyspiesza. W okresie marzec 2023 – marzec 2024 roku liczba certyfikowanych budynków wzrosła o 61 proc. względem poprzedniego badanego okresu. Certyfikat uzyskało 105 nowych domów, co łącznie zwiększyło liczbę certyfikowanych budynków mieszkaniowych do 280.
To na razie, jak widać, raczkujący segment, odpowiadający za 13 proc. ogółu certyfikowanych budynków. Liderem są biura (39 proc. rynku, 816 budynków) oraz nieruchomości logistyczne/przemysłowe (36 proc., 750 budynków). Ubiegły rok przyniósł dynamiczne wzrosty również w tych sektorach. W marcu 2024 roku ogólna certyfikowana powierzchnia wyniosła prawie 38,6 mln mkw.
PLGBC wskazuje, że w mieszkaniówce najwięcej nowych budynków przybyło w systemie Zielony Dom (68 domów), który jest pierwszym polskim systemem oceniającym inwestycje mieszkaniowe pod kątem budownictwa zrównoważonego, następnie w systemie BREEAM (36 domów).
– Obserwujemy rosnące znaczenie tego, jak osiedla są wykańczane nie tylko w środku, w budynkach i mieszkaniach, ale też przestrzeni pomiędzy budynkami, czyli postawienie na odnawialne źródła energii, fotowoltaikę, pompy ciepła, zagospodarowanie wód opadowych, na przykład podlewanie trawników deszczówką czy generalnie cała strefa rekreacji i zieleni – wskazuje B. Sosna.
Także eksperci ThinkCo w swoim raporcie „W dobrym sąsiedztwie” wskazują, że znaczący wpływ na rosnącą popularność certyfikatów w segmencie mieszkaniowym ma coraz większa świadomość ekologiczna społeczeństwa, wpływająca na zmianę preferencji kupujących. Dane przytaczane w raporcie wskazują, że w 2022 roku 36 proc. ankietowanych klientów w Polsce deklarowało, że zwraca uwagę, czy ich potencjalne mieszkanie spełnia normy ekologiczne, podczas gdy dwa lata wcześniej było to ważne tylko dla 26 proc. ankietowanych. To, co przekonuje klientów do bardziej zrównoważonych inwestycji, to z jednej strony troska o środowisko, z drugiej – niższe koszty utrzymania mieszkania, m.in. w związku z ograniczonym zużyciem wody czy energii.
Czy ekologiczne osiedla czeka boom? – To jest tak naprawdę dopiero początek fali. Na pewno nabierze to dużego znaczenia, jeżeli chodzi o osiedla ekologiczne i certyfikowane. Kiedy prawdopodobnie za około dwa lata zostaną wprowadzone klasy energetyczne dla budynków, będziemy mogli dużo lepiej pokazać, który budynek ma klasę energetyczną A, a który C. Wtedy na pewno dużo większe znaczenie będą miały parametry efektywności energetycznej. One będą po prostu dużo bardziej widoczne i dużo łatwiej będzie je przeliczyć na cenę mieszkania czy domu – wyjaśnia dalej B. Sosna.
Regulacje dotyczące klas w skali od A+ do G wprowadziła europejska dyrektywa ws. charakterystyki energetycznej budynków. Każdy kraj członkowski opracowuje je odrębnie, ale według wspólnych dla UE wymogów minimalnych. W Polsce trwają prace nad rozporządzeniem ministra rozwoju i technologii, które wdrożą tę dyrektywę do krajowego porządku prawnego, a planowane wejście w życie tego aktu prawnego to 1 stycznia 2026 roku.
Zielone mieszkania zyskują na popularności
– Dla nabywców ważne jest dziś nie tylko samo mieszkanie, ale i to, co znajduje się pomiędzy budynkami, poza granicami działki – mówi Dawid Wrona, dyrektor sprzedaży w Echo Investment. – Poza udogodnieniami i otoczeniem inwestycji dla kupujących mieszkania coraz bardziej liczy się też ekologia. Co trzeci nabywca interesuje się normami ekologicznymi inwestycji – wynika z badań tego dewelopera (2022 r.) – Dla młodego pokolenia szalenie ważne jest podejście proekologiczne. Dziś średnio co trzeci nabywca chce wiedzieć, czy nasze osiedla są budowane z poszanowaniem ekologii i tzw. wellbeingu. Jeszcze dwa lata temu ten odsetek wynosił 26 proc., więc wzrost jest znaczący – informuje Dawid Wrona.
Jak wynika z innego badania (przeprowadzonego przez SW Research, 2024 r.) niemal dwie trzecie polskich konsumentów woli kupować produkty, które nie przyczyniają się do degradacji środowiska. Coraz bardziej dotyczy to także budownictwa. „47 proc. Polaków deklaruje, że są gotowi zapłacić więcej za „zielony” dom, czy mieszkanie, czyli te, które są wykonane z certyfikowanych materiałów naturalnych”. Proekologicznego podejścia konsumenci oczekują także od firm budowlanych i producentów, np. mebli. Ponad 70 proc. badanych uważa, że drewno wykorzystywane w budownictwie powinno mieć certyfikat świadczący o jego legalnym pochodzeniu oraz braku negatywnego wpływu na środowisko.
Jak widać, w obliczu rosnącej świadomości ekologicznej, zielone mieszkania stają się nie tylko modne, ale i poszukiwane. Czy są jednak faktyczną koniecznością naszych czasów, czy tylko okresowym trendem, zobaczymy!
Poniżej przedstawiamy interesujące uzupełnienie tematu budownictwa ekologicznego, stanowiące dla niego negatywny punkt odniesienia i kontrastowe tło:
Polskie miasta kontra kopciuchy
Kiedy polskie miasta pozbędą się swoich kopciuchów? Czy i gdzie wymiana trujących urządzeń przyniosła już wymierne efekty widoczne w twardych danych?
Na te i kilka innych pytań odpowiada najnowszy raport Fundacji SmogLab1). Autorzy raportu zapytali największe polskie miasta, jak sobie radzą z likwidacją najbardziej szkodliwych palenisk – tzw. kopciuchów, które pozostają w ich własnych – miejskich zasobach (urzędy, lokale komunalne, placówki publiczne). Pytano o to, czy i w jakim tempie miasta pozbywają się kopciuchów z własnych miejskich zasobów – a tym samym – czy dają dobry przykład swoim mieszkańcom.
SmogLab spytał gospodarzy 36 największych polskich miast o to, czy zlikwidowali już najgorszej jakości urządzenia grzewcze z własnego zasobu. W przeważającej większości odpowiedzi nie są optymistyczne – miasta nie dają swoim mieszkańcom dobrego przykładu i wymieniają trujące urządzenia grzewcze raczej w powolnym tempie. Jest jednak część miast, która pozbyła się już kopciuchów niemal do zera i w tych nielicznych przypadkach poprawa jakości powietrza jest ogromna. W innych – odpowiedzi są wręcz zaskakujące. Niektóre miasta... nie wiedzą nawet, ile w swoich komunalnych zasobach mają kopciuchów. Są też negatywni rekordziści. Największym jest Łódź (stolica województwa!). Przy obecnym tempie, pozaklasowych kotłów Łódź pozbędzie się dopiero za... 256 lat. Ponad 250 lat w Łodzi, 129 w Chorzowie i „tylko” 36 lat w Bydgoszczy – tyle, przy obecnym tempie, zajęłaby włodarzom tych miast wymiana trujących kopciuchów w ich zasobach komunalnych!
– Część z polskich miast nie tylko łamie prawo, wynikające z wojewódzkich uchwał antysmogowych, które zakazują najbardziej emisyjnych pieców i kotłów, czyli kopciuchów, ale też wprost przyznaje, że nie wie ile kopciuchów znajduje się w ich własnych zasobach – komentuje Maciej Fijak, szef SmogLabu. – Rekordzistą jest Łódź. W jej zasobie znajduje się prawie 13 tys. najbardziej emisyjnych urządzeń, z czego część jest nielegalna już dzisiaj, a wszystkie będą nielegalne od 2026 roku, gdy wejdzie w życie kolejny etap uchwały antysmogowej – dodaje M. Fijak. – Miasto zachowuje się, jakby nie przejmowało się ani przepisami, ani zdrowiem swoich obywateli: w ostatnich 4 latach tempo wymiany miejskich kopciuchów to 50 sztuk rocznie. Jeśli to tempo się utrzyma, to Łódź pozbędzie się trujących urządzeń dopiero za 256 lat!
Wśród niechlubnych rekordzistów SmogLab wymienia też Chorzów, w którego mieszkaniach jest prawie 11 tys. pozaklasowych, nielegalnych kopciuchów, których wymiana przy obecnym tempie zajmie 129 lat. Również Gdańsk posiada jeszcze 4 tys. nielegalnych, pozaklasowych urządzeń na paliwa stałe. Z kolei Częstochowa – przy obecnym tempie – pozaklasowych kotłów (ponad 1,5 tys.) pozbędzie się za 28 lat. – Nie zapominajmy też o Bydgoszczy. Miasto posiada w swoich zasobach olbrzymią liczbę ponad 5 tys. pozaklasowych urządzeń. Wszystkie z nich są nielegalne, a tempo ich wymiany wskazuje, że cały proces zajmie jeszcze 36 lat – podsumowuje Martyna Jabłońska ze SmogLabu.
Po drugiej stronie antysmogowych działań są miasta, które zdecydowanie wykonały swoje zadania. Od Warszawy, w której zasobach zostało już tylko 88 kopciuchów i Krakowa, który w gminnych lokalach ma 80 kopciuchów (w obu przypadkach pozostałe pozaklasowe urządzenia grzewcze dotyczą lokali o nieuregulowanym statusie prawnym), po mniejsze miejscowości, takie jak Rybnik (woj. śląskie) któremu zostało 100 pozaklasowych urządzeń (miasto wymieniało ich ok. 300 rocznie w ciągu ostatnich 5 lat) i Skawinę, która do zera pozbyła się kopciuchów w zasobach komunalnych.
– Wszędzie, gdzie włodarze postawili na walkę o czyste powietrze, mieszkańcy mogą wziąć głęboki oddech. Kraków zmniejszył liczbę dni smogowych ze 132 do 31, Rybnik ze 134 do 23, a niewielka Skawina ze 160 dni zeszła do 16 – wylicza SmogLab.
Autorzy raportu docenili też tych, którzy wciąż mają jeszcze w swoich zasobach wiele wysokoemisyjnych urządzeń, ale systematycznie je wymieniają. Jednym z nich jest Wrocław, który z racji swojego miejskiego zasobu kopciuchów, jest nazywany największym trucicielem w mieście. – Po wielu latach nacisku ze strony mieszkańców i organizacji pozarządowych, widać światełko w tunelu. Miasto odpowiedziało nam, że do końca 2027 roku pozbędzie się wszystkich kopciuchów. Jeszcze w 2024 roku miało ich zniknąć 1,6 tys., w 2025 roku – 1140, a w 2027 ostatnich 250 sztuk – informuje M. Jabłońska. SmogLab docenił też działania Wałbrzycha (woj. dolnośląskie), który rocznie pozbywa się ponad tysiąca kopciuchów z miejskiego zasobu.
Autorzy raportu dają też propozycje, jak skutecznie eliminować komunalne kopciuchy. Proponują:
- stworzenie odpowiednika programu „Czyste Powietrze”, dedykowanego gminom i zasobowi komunalnemu;
- publiczny rejestr gminnych kopciuchów i nakaz publikacji pełnego spisu liczby i rodzaju urządzeń znajdujących się w gminnych zasobach na stronach Biuletynów Informacji Publicznej;
- kontrole Wojewódzkich Inspektoratów Ochrony Środowiska w gminach, które łamią lokalne przepisy antysmogowe;
- zobowiązanie gmin do stworzenia własnych, mierzalnych i określonych terminowo strategii eliminacji najgorszej jakości urządzeń z gminnego zasobu.
Na koniec zobaczmy jeszcze, jak SmogLab widzi przyszłość Programu „Czyste Powietrze”. – Nie ma żadnych gwarancji finansowych, zapewniających trwałość tego programu, nie mówiąc o wieloletnim planie finansowym. Miesiąc przed ponownym uruchomieniem programu NFOŚiGW poinformował, że dopiero stara się o pieniądze.10 mld złotych ma pochodzić z Europejskiego Banku Inwestycyjnego, jednak to kropla w morzu potrzeb. Przy średniej dotacji na poziomie 40 tys. zł pozwala na modernizację ok. 250 tys. domów. Domów oczekujących na takie inwestycje jest 10 razy więcej, bo ok. 2,5 mln. – SmogLab podsumowuje. – Taka sytuacja zbudowała w społeczeństwie ogólną niechęć do całego procesu wymiany kotłów przy użyciu państwowego wsparcia.
W świetle powyższych danych widać, że trzeba będzie jeszcze (trochę?) poczekać na zielone światło dla „zielonych” mieszkań.
1 Raport SmogLab: Czy polskie miasta pozbywają się kopciuchów? (03.2025). Oceniano tempo wymiany kopciuchów, które pozostają w miejskich zasobach 36 miast, w tym wszystkich wojewódzkich; w l. 2020–2025
